Reporterzy bez granic

O wspólnym projekcie organizacji Reporterzy bez granic (RSF) i normandzkiego miasta Bayeux, pomniku upamiętniającym poległych korespondentów pisałem w jednej z pierwszych notek – W hołdzie korespondentom.

Reporters sans frontières (RSF) albo Reporters Without Borders (RWB) nie skupia się wyłącznie na przeszłości. To międzynarodowa organizacja pozarządowa zajmująca się odnotowywaniem naruszenia wolności prasy i wolności wypowiedzi. Prowadzi i wspiera kampanie w obronie dziennikarzy, pisarzy, obrońców praw człowieka.

Dzięki dziennikarzom, naukowcom, dyplomatom związanym z organizacją RSF od dawna dowiadujemy się o sytuacji ludziach takich jak Liu Xiaobo. Znanym dziś wszystkim laureacie tegorocznej pokojowej nagrody Nobla. Dowiadujemy się o problemach dziennikarzy w Rosji i Meksyku, ofiarach w Erytrei i Afganistanie.

rsf.org

Gdzie leje się krew, tam powinien płynąć atrament - jedna z kampanii społecznych RSF. Plakat na stronie agencji prowadzącej kampanię.

RSF ukuła dwa terminy „Prześladowcy wolności Prasy” oraz „Barometr wolności prasy”. To dwie prowadzone na bieżąco projekty.

Lista prześladowców
Aktualizowana lista ludzi wpływowych odpowiedzialnych za ataki na prawa człowieka i wolność prasy. Znajdą się tam nazwiska nie tylko egzotycznych dyktatorów,  liderów bojówek militarnych i paramilitarnych, ale także przywódców religijnych albo oligarchów przemysłu.

Barometr wolności prasy
Barometr jest listą państw świata biorącą pod uwagę poszanowanie wolności prasy. Tworzona jest na podstawie ankiet napływających ze świata i próbuje odnotować i usystematyzować przypadki ataków, prób zastraszania czy nacisków na ludzi mediów.

Barometr na stronie rsf.org - 20 października 2010 r.

Barometr na stronie rsf.org - 20 października 2010 r.

„Reporterzy bez granic” ta nazwa nawiązuje do organizacji „Lekarze bez Granic”. Strona internetowa rsf.org

W hołdzie korespondentom

Jest takie miejsce – w cichym, francuskim Bayeux, do którego sztormowy wiatr niesie czasem zapach morza. Pomnik ma formę parku. Wśród zieleni stoją surowe w formie bloki z jasnego, lokalnego kamienia. Na pierwszym umieszczono słowa Simone de Beauvire:
Człowiek zaznaje wolności tylko wtedy, gdy wszyscy wokół są wolni.

fot. Tomasz Pawlak

Motto wyjaśnia, dlaczego Pomnik Poległych Dziennikarzy, Korespondentów Wojennych  powstał w Bayeux – pierwszym, wyzwolonym w czerwcu 1944 roku, francuskim mieście. Z tego samego powodu pierwsze zapisane nazwiska dotyczą II wojny światowej i roku 1944. Wolność, podczas gdy cała reszta Francji i znaczna część świata pozostawała w niewoli. Wolne i niezniszczone Bayeux stało się także pierwszym przystankiem dla korespondentów akredytowanych przy armii inwazyjnej. Tu opłakiwano ofiary desantu, witano szczęśliwie odnalezionych.

Ruszamy spokojną alejką, wytyczoną kolejnymi tablicami. Daty i nazwiska. Wiadomości rozproszone w czasie i nadchodzące z dalekich zakątków świata tu mają szczególną, bolesną wagę. Zgromadzone w jednym miejscu słowa nabierają wagi kamienia.

8 września 2006, gdy sekretarz organizacji „Reporterzy Bez Granic” Roberta Menarda odsłaniał pomnik – tych nazwisk było 406. Poległych w latach 1944-2005 dziennikarzy, operatorów i fotografów. Jeszcze w czasie uroczystości do zgromadzonych dotarła informacja o tragicznej śmierci kolejnych dziennikarzy: Rosjanki Anny Politkowskiej w Moskwie oraz dwóch reporterów niemieckich w Afganistanie.


Przez ostatnie lata ustawiono kolejne tablice, a krzewy i bluszcz z siłą wyrosły obok nich.
Stąpając po mocnej trawie, która nie przypomina już tej świeżo rozłożonej z archiwalnych zdjęć, dochodzimy do pierwszego kamienia -  lata 1944-1945. Nazwisko najwybitniejszego dokumentalisty tamtej wojny – Erniego Pyle’a. Był uwielbiany przez żołnierzy, tu w Normandii za to, że był zawsze bardzo blisko nich. Zginął niecały rok później podczas działań na Pacyfiku.

Kilka kroków dalej na tablicy upamiętniającej lata 1951-1954 odnajdziemy Robera Capę. On też był tu, we Francji pamiętnego czerwca, bardzo blisko, bo w pierwszym rzucie, w największym piekle D-Day. Film „Szeregowiec Ryan” z naturalistyczną wizją lądowania na „Omaha” daje pewne wyobrażenie o tym epizodzie. Gdyby przyjąć, że sekwencja na plaży trwa prawie 2 godziny, przez cały film, a w centrum ciągle jest reporter ze swoimi trzema aparatami to zbliżymy się do historii. Jest też szczęśliwe zakończenie – Capa ocaleje, lecz z jego 79 zdjęć – tylko siedem.
Wojna upomniała się o niego dopiero dziesięć lat później.

Kolejne tablice tego kalendarza zapełnione są coraz liczniejszymi nazwiskami. Ofiary niektórych lat zajmują już całe płyty. To daty i nazwiska związane z kolejnymi konfliktami i miejscami: Wietnam, Bejrut, Irak… Wśród nazwisk umieszczonych na najnowszych tablicach – Mounir Bouamrane i Waldemar Milewicz.

Gdy miniemy już ostatnią tablicę, idziemy zwykłą parkową aleją. Ten projekt architektoniczny z założenia musiał mieć charakter otwarty. W parku jest pewien smutek, ale silniejsze jest odczucie trwania i kontynuacji. Po spacerze nabieramy pewności, że dzieło tych ludzi trwa.

_____________________

Reporterzy Bez Granic

Journalists Memorial

_____________________

Robert Capa
(1913-1954) Endré Ernő Friedmann urodził się w Budapeszcie. Był fotografem samoukiem i asystentem w berlińskich laboratoriach fotograficznych: w 1931 r. Ullstein, a później w Dephot. Po pierwszych próbach coraz częściej dostawał do ręki aparat. Pochodzenie i tematyka reportaży spowodowały, że roku 1933 musiał opuścić Berlin. W Paryżu stał się reporterem niezależnym. Robert Capa to pseudonim tajemniczego amerykańskiego korespondenta – postaci wymyślonej w latach 30. przez Gertę Pohorylle – by łatwiej sprzedawać zdjęcia obojga fotografów. Roberta Capa i Gerda Taro zyskali sławę dzięki reportażom z Hiszpanii, gdzie wojna domowa była pierwszym nowocześnie dokumentowanym konfliktem. A nazwisko Gerda Taro otwiera długą listę korespondentów, którzy ponieśli śmierć podczas pracy. Capa jako reporter magazynu Life fotografował lądowanie w Normandii i walki aliantów aż do zajęcia Niemiec. Tworzył reportaże w Izraelu (1948) i Związku Radzieckim (1947). Portretował znanych artystów. Był pomysłodawcą koncepcji niezależnej agencji fotograficznej i współzałożycielem Agencji Magnum. Zginął 25 maja 1954 r. w Thai Binh, relacjonując kolejny konflikt – wojnę we francuskich Indochinach.
Publikacje książkowe: „Death in the Making”, „Preface by Jay Allen”, „The Battle of Waterloo Road”, „Slightly Out of Focus”, „A Russian Journal”, „Report on Israel”. Jego prace ukazały sie 326 razy w różnych publikacjach prasowych w lat 1932-1954.

Ernie Pyle
(1900-1945) Urodził się na farmie w Indianie. Już w czasach studiów redagował pisma uczelniane. Od 1921 był reporterem waszyngtońskich dzienników. W roku 1926 wraz z nowo poślubioną żoną rozpoczął podróż po Stanach Zjednoczonych. Pisał także felietony o tematyce lotniczej.
Po przystąpieniu Stanów Zjednoczonych do wojny został korespondentem frontowym. Pisał  z perspektywy zwykłego żołnierza o walkach w Afryce, Europie i na Pacyfiku. Z ulic ogarniętego walką Saint-Lo w Normandii i z pokładu lotniskowca na Oceanie Spokojnym. Artykuły przyniosły mu Nagrodę Pulizera w roku 1944.
Zginął podczas zdobywania małej wysepki niedaleko Okinawy – Ie Shimie,18 kwietnia 1944 roku.
Publikacje książkowe: „Ernie Pyle In England”, „Here Is Your War”, „Brave Men”, „Last Chapter”.