W hołdzie korespondentom

Jest takie miejsce – w cichym, francuskim Bayeux, do którego sztormowy wiatr niesie czasem zapach morza. Pomnik ma formę parku. Wśród zieleni stoją surowe w formie bloki z jasnego, lokalnego kamienia. Na pierwszym umieszczono słowa Simone de Beauvire:
Człowiek zaznaje wolności tylko wtedy, gdy wszyscy wokół są wolni.

fot. Tomasz Pawlak

Motto wyjaśnia, dlaczego Pomnik Poległych Dziennikarzy, Korespondentów Wojennych  powstał w Bayeux – pierwszym, wyzwolonym w czerwcu 1944 roku, francuskim mieście. Z tego samego powodu pierwsze zapisane nazwiska dotyczą II wojny światowej i roku 1944. Wolność, podczas gdy cała reszta Francji i znaczna część świata pozostawała w niewoli. Wolne i niezniszczone Bayeux stało się także pierwszym przystankiem dla korespondentów akredytowanych przy armii inwazyjnej. Tu opłakiwano ofiary desantu, witano szczęśliwie odnalezionych.

Ruszamy spokojną alejką, wytyczoną kolejnymi tablicami. Daty i nazwiska. Wiadomości rozproszone w czasie i nadchodzące z dalekich zakątków świata tu mają szczególną, bolesną wagę. Zgromadzone w jednym miejscu słowa nabierają wagi kamienia.

8 września 2006, gdy sekretarz organizacji „Reporterzy Bez Granic” Roberta Menarda odsłaniał pomnik – tych nazwisk było 406. Poległych w latach 1944-2005 dziennikarzy, operatorów i fotografów. Jeszcze w czasie uroczystości do zgromadzonych dotarła informacja o tragicznej śmierci kolejnych dziennikarzy: Rosjanki Anny Politkowskiej w Moskwie oraz dwóch reporterów niemieckich w Afganistanie.


Przez ostatnie lata ustawiono kolejne tablice, a krzewy i bluszcz z siłą wyrosły obok nich.
Stąpając po mocnej trawie, która nie przypomina już tej świeżo rozłożonej z archiwalnych zdjęć, dochodzimy do pierwszego kamienia -  lata 1944-1945. Nazwisko najwybitniejszego dokumentalisty tamtej wojny – Erniego Pyle’a. Był uwielbiany przez żołnierzy, tu w Normandii za to, że był zawsze bardzo blisko nich. Zginął niecały rok później podczas działań na Pacyfiku.

Kilka kroków dalej na tablicy upamiętniającej lata 1951-1954 odnajdziemy Robera Capę. On też był tu, we Francji pamiętnego czerwca, bardzo blisko, bo w pierwszym rzucie, w największym piekle D-Day. Film „Szeregowiec Ryan” z naturalistyczną wizją lądowania na „Omaha” daje pewne wyobrażenie o tym epizodzie. Gdyby przyjąć, że sekwencja na plaży trwa prawie 2 godziny, przez cały film, a w centrum ciągle jest reporter ze swoimi trzema aparatami to zbliżymy się do historii. Jest też szczęśliwe zakończenie – Capa ocaleje, lecz z jego 79 zdjęć – tylko siedem.
Wojna upomniała się o niego dopiero dziesięć lat później.

Kolejne tablice tego kalendarza zapełnione są coraz liczniejszymi nazwiskami. Ofiary niektórych lat zajmują już całe płyty. To daty i nazwiska związane z kolejnymi konfliktami i miejscami: Wietnam, Bejrut, Irak… Wśród nazwisk umieszczonych na najnowszych tablicach – Mounir Bouamrane i Waldemar Milewicz.

Gdy miniemy już ostatnią tablicę, idziemy zwykłą parkową aleją. Ten projekt architektoniczny z założenia musiał mieć charakter otwarty. W parku jest pewien smutek, ale silniejsze jest odczucie trwania i kontynuacji. Po spacerze nabieramy pewności, że dzieło tych ludzi trwa.

_____________________

Reporterzy Bez Granic

Journalists Memorial

_____________________

Robert Capa
(1913-1954) Endré Ernő Friedmann urodził się w Budapeszcie. Był fotografem samoukiem i asystentem w berlińskich laboratoriach fotograficznych: w 1931 r. Ullstein, a później w Dephot. Po pierwszych próbach coraz częściej dostawał do ręki aparat. Pochodzenie i tematyka reportaży spowodowały, że roku 1933 musiał opuścić Berlin. W Paryżu stał się reporterem niezależnym. Robert Capa to pseudonim tajemniczego amerykańskiego korespondenta – postaci wymyślonej w latach 30. przez Gertę Pohorylle – by łatwiej sprzedawać zdjęcia obojga fotografów. Roberta Capa i Gerda Taro zyskali sławę dzięki reportażom z Hiszpanii, gdzie wojna domowa była pierwszym nowocześnie dokumentowanym konfliktem. A nazwisko Gerda Taro otwiera długą listę korespondentów, którzy ponieśli śmierć podczas pracy. Capa jako reporter magazynu Life fotografował lądowanie w Normandii i walki aliantów aż do zajęcia Niemiec. Tworzył reportaże w Izraelu (1948) i Związku Radzieckim (1947). Portretował znanych artystów. Był pomysłodawcą koncepcji niezależnej agencji fotograficznej i współzałożycielem Agencji Magnum. Zginął 25 maja 1954 r. w Thai Binh, relacjonując kolejny konflikt – wojnę we francuskich Indochinach.
Publikacje książkowe: „Death in the Making”, „Preface by Jay Allen”, „The Battle of Waterloo Road”, „Slightly Out of Focus”, „A Russian Journal”, „Report on Israel”. Jego prace ukazały sie 326 razy w różnych publikacjach prasowych w lat 1932-1954.

Ernie Pyle
(1900-1945) Urodził się na farmie w Indianie. Już w czasach studiów redagował pisma uczelniane. Od 1921 był reporterem waszyngtońskich dzienników. W roku 1926 wraz z nowo poślubioną żoną rozpoczął podróż po Stanach Zjednoczonych. Pisał także felietony o tematyce lotniczej.
Po przystąpieniu Stanów Zjednoczonych do wojny został korespondentem frontowym. Pisał  z perspektywy zwykłego żołnierza o walkach w Afryce, Europie i na Pacyfiku. Z ulic ogarniętego walką Saint-Lo w Normandii i z pokładu lotniskowca na Oceanie Spokojnym. Artykuły przyniosły mu Nagrodę Pulizera w roku 1944.
Zginął podczas zdobywania małej wysepki niedaleko Okinawy – Ie Shimie,18 kwietnia 1944 roku.
Publikacje książkowe: „Ernie Pyle In England”, „Here Is Your War”, „Brave Men”, „Last Chapter”.