Oficer o korespondecie spod Narwiku

„Przedstaw mi … wnioski do odznaczeń. Pruszyński, oczywiście, jako najpierwszy. Dekoracja odbędzie się za parę dni.” – tu, w górach wokół Narwiku pułkownik Dec dowodził, używając spokojnych, krótkich zdań. Napięcie ostatnich kilkudziesięciu godzin ustępowało. 22 pluton Szaszkiewicza udało się wyrwać z potrzasku.  Jaką rolę odegrał w akcji żołnierz-reporter? Pozwólmy, że tym razem to wspomnienia dowódcy będą źródłem opowieści o znanym korespondencie.

W środku Ksawery Pruszyński. (fot. za NAC)

W drodze do Narwiku, w środku Ksawery Pruszyński. (fot. za NAC)

Narwik
Od dwu dni Brygada Podhalańska nacierała przez góry wokół Narwiku w kierunku miasta. Było jasne, że natkną się na przygotowywane od miesiąca niemieckie pozycje. Widok na fiord zapierał dech w piersiach, dodatkowym urozmaiceniem były dziesiątki masztów i kominów zatopionych okrętów i statków. Oczy atakujących kierowały się jednak na najbliższe wzgórza. Miejsce starcia otrzymało i zachowało miano „wzgórza Szaszkiewicza”, mogło stać się, jak w przypadku wielu wojen „wzgórzem śmierci”. Otoczone przez wyższe wzniesienia zajęte przez wroga miało wszystkie cechy takiego miejsca.

Narwik. (fot. za NAC)

Brytyjski niszczyciel mija jednostki niemieckie zatopione u wejścia do portu w Narwiku. (fot. za NAC)

Jak na patelni
17 maja w południe Dec kierował swoich ludzi na nowe pozycje. Z trzech grup najlepiej chciał się usadowić pluton Szaszkiewicza, rezerwisty kawalerii. Nie tylko zająć wzgórze, ale i zapewnić sobie dobry wgląd na przeciwległe podejście. Po 17.00 Niemcy postanowili ukrócić zuchwałość podhalańczyków, kolejne stanowiska ciężkiej broni ujawniały się z różnych stron okładając oddział Stańczyka ogniem. Po chwili padło czterech zabitych i dwu rannych. Strzelcy trwali bez ruchu na skałach, szukając schronienia między kamieniami. Po każdym strzale mozolnie zmieniali pozycję. W górach saperki nie są przydatne, a kilofy i czekany po prostu odbijały się od skały.

Biała noc
Ściana ognia odcięła ich od pozostałych polskich oddziałów. Trwali. Zbliżała się noc. Przyniosła chłód. Przyciśnięci do skały Polacy zaczęli dygotać, tylko rum w manierkach miał pomagać. Norweska noc wcale nie dała osłony ciemności, było szarówka. Niemcy ruszyli do kontrataku. Szaszkiewicz i sąsiedzi zatrzymali ich ogniem.

O świcie na prawo od okrążonych zaatakowali podhalańczycy. Niestety utknęli, doskonale widoczni na zaśnieżonym odcinku stoku, nie dochodząc na wysokość 22 plutonu. Wyglądali jak czarne kółka na białych tarczach strzelniczych. Pułkownik Dec wspomina, że Szaszkiewicz stanął przed dylematem: odciążyć kolegów, ale wtedy ujawni wszystkie stanowiska, czy zostawić ich w położeniu równie trudnym jak swoje. Wydał rozkaz: ognia! Udało się, ale znów zostali sami, jak na patelni. Na kolejne godziny.

Pruszyński
Sytuacja zaczęła się zmieniać w południe, bo alianci odłożyli natarcie na Narwik. Podhalańczycy nie musieli atakować i Dec rozpoczął koordynowanie sił przed nową akcją. Teraz chodziło o wyrwanie 22. plutonu z kleszczy. Pruszyński zgłosił się na ochotnika, by przekazać Szaszkiewiczowi plan działania. Poszedł przez strefę śmierci nieprzebytą od kilkunastu godzin. Zaniósł też symboliczne wsparcie – parę manierek rumu.

W tym czasie kolejne polskie moździerze i ckm-y, brytyjskie haubice po jednym wystrzale wstrzeliwały się w pozycje niemieckie. Wszystko było przygotowane, ale wróg przecież też. Nagle zagrały wszystkie lufy i nad oddziałem Szaszkiewisza otwarto „parasol ognia”. Niemcy odpowiadali nieśmiało, teraz oni zostali przyciśnięci skoncentrowanym ogniem. Doczekawszy się osłony spokojnie, grupkami, skokami 22. pluton cofał się prowadzony przez Pruszyńskiego. Na końcu, jak kapitan okrętu szedł dowódca – Szaszkiwicz, dopilnował wyniesienia pięciu rannych.

______

Wykryte podczas tej walki pozycje wroga zostały zmiecione podczas głównego ataku aliantów. Historię oddziału Szaszkiewicza i misję Pruszyńskiego znamy dzięki wspomnieniom Władysława Deca „Narwik i Falaise” (wydanych po raz pierwszy przez wydawnictwo MON 1958 r.) Władysław Dec był oficerem w Brygadzie Podhalańskiej pod Narwikiem, później służył w 1. Dywizji Pancernej generała Maczka.

______

Ksawery Pruszyński
(1907-1950) Polski korespondent i literat. Student prawa na UJ, publikował w pismach studenckich. Zaczynał jako korektor i autor przeglądu zagranicznego „Czasu”, od 1930 reporter. Był korespondentem w Hiszpanii w 1936 r. Mimo dotychczasowych konserwatywnych poglądów tu stanął wyraźnie po stronie republikańskiej. Po kampanii wrześniowej znalazł się w polskiej armii na zachodzie. Pracował służbie dyplomatycznej i jako oficer-korespondent w Brygadzie Podhalańskiej pod Narwikiem i 1. Dywizji Pancernej generała Maczka pod Falaise. Po wojnie wrócił do Polski.

Korespondet po wojnie

Piotr Osęka o legendarnym reporterze czasów wojny – Ksawerym Pruszyńskim i jego losie w skomplikowanej sytuacji powojennej. W tekście „Polityki” – „Podróżnik po Polsce”.

„Pruszyński wrócił jako jeden z pierwszych, we wrześniu 1945 r., namówiony przez Oskara Langego i Jerzego Borejszę. Szybko przyjął ofertę pracy w dyplomacji i już w listopadzie został radcą ambasady w Waszyngtonie, aby w następnych latach być urzędnikiem polskiej misji przy ONZ, a w 1948 r. objąć stanowisko ambasadora w Holandii. Jednocześnie cały czas pisał i publikował – opowiadania, reportaże, publicystykę…” więcej na stronie tygodnika „Polityka”

Ksawery Pruszyński

Ksawery Pruszyński, fotografia ze zbiorów Stanisława Pruszyńskiego / za Polityka.pl