Peerelowski „Poród we dwoje” i inne reportaże

„Zenon Żyburtowicz nie miał w domu telefonu. Rodzice musieliby rodzić w godzinach pracy redakcji, gdzie telefon był. Fotoreporter dał szpitalowi numer telefonu swojego sąsiada i po pewnym czasie dostał sygnał, że zaczyna się poród. Ponieważ trwał osiemnaście godzin, Żyburtowicz zdążył. Mimo bólu mama Ewa uśmiechnięta, ojciec Piotr dumny. Córeczka Magda dorodna. Witaj na świecie!” Tak w 1986 r. powstawał fotoreportaż „Poród we dwoje” Zenona Żyburtowicza.

Zenon Żyburtowicz, Krzysztof Mroziewicz, „Portret PRL. Twarze i Maski”, Wyd. Carta Blanca, 2011

Zenon Żyburtowicz, Krzysztof Mroziewicz, „Portret PRL. Twarze i Maski”, Wyd. Carta Blanca, 2011

To nie jest kolejny zbiór fotografii, to są pełne fotoreportaże. Historie nie są tylko zasygnalizowane, lecz opowiedziane obrazem i dopowiedziane przez Krzysztofa Mroziewicza, który jako wytrawny komentator wydarzeń krajowych i światowych dzieli się wspomnieniami i komentuje świat przedstawiony w reportażach. Choć z dowcipami bywa różnie, to jego światowe skojarzenia wnoszą do opowieści wiele błyskotliwego dystansu.

Oglądamy świat, który odszedł: dożynki centralne z przemówieniem pierwszego sekretarza PZPR, darcie pierza i dawna centrala telefoniczna. Rodacy pochłonięci nowinkami. Pierwsza plaża nudystów, maraton tańca i festiwal w Jarocinie. Pierwsze grupy warszawskich punków. I przyszłość, której miało nie być, a nadeszła. Pogrzeb Prymasa Tysiąclecia, Usunięcie pomnika Dzierżyńskiego.

Portrety
Widzimy osoby, rodaków handlujących na targu, skupiony wzrok pracownic zakładów rybnych, życie kobiety – kowalichy ze Spiszu, a także samotnej staruszki na ogródkach działkowych. Widzimy chorych czekających na uzdrowiciela i tłumy warszawiaków modlących się o zdrowie dla rannego Jana Pawła II. Wśród tych tłumów są sportretowani ludzie.

Fotoreporter dostrzega bezdomność osób starszych i młodych. Życie za kratami i szkołę podstawową w złomowanych wagonach kolejowych. Część kadrów nie była wtedy opublikowana. Z reportażu o PKP z 1985 r. cenzura zatrzymała zdjęcie, na którym pokazano zbyt wiele szyn przy lokomotywowni. Podobno zdradzaliśmy potencjał komunikacyjny socjalistycznego państwa.

Siłą reportażu
Było wiele prób sportretowania PRL-u: wystawy, albumy fotograficzne i książki. Przypomnijmy wystawy (wpis) Domu Spotkań z Historią albo portrety dekad wydawane przez Agorę. Teraz otrzymaliśmy książkę wyjątkową. Ciekawy i niejednoznaczny reportażowy portret mieszkańców PRL.


________
Zenon Żyburtowicz, Krzysztof Mroziewicz, „Portret PRL. Twarze i Maski”, Wyd. Carta Blanca, 2011

Miedzianka, Uranka, nic

Miedzianka zniknęła w sposób naturalny. Jak połowa rzymskiego koloseum. Jak domek Ueberschaera, jej pierwszy, zapadający się przez szkody górnicze budynek. Dzieła dokończyli sąsiedzi, szukając, jak zawsze i wszędzie, budulca. Ale historia nie jest tak prosta i banalna.

Miasteczko trwa we wspomnieniach ludzi przyjeżdżających tu na odpust w trzecią niedzielę po Wielkiej Nocy. Jadących z Jeleniej Góry, ale także zza granicy. Chodzących przez chaszcze i łączki pod kątem prostym, zapamiętaną siatką nieistniejących już ulic.

Autor, jako fotoreporter zrobił tam dziesięć zdjęć, jedno z nich trafiło na okładkę. Koń na łące. Ale to nie jest koń z ikonografii Wajdy albo Hoffmana, koń z półdzikiego stada za którym biega Olbrychski. To jest zwierzak zmęczony i ciężki z wyglądu, nawet jak na konia pociągowego. Dodatkowo w kadrze, przyduszony ołowianymi chmurami i jakimiś zapomnianymi drutami na niebie. Pasie się na smętnej łączce. To krzaki w miejscu gdzie był rynek Miedzianki.

Springer później już nie zabierał aparatu. Przez dwa lata pisał książkę-reportaż. Słuchał dziesiątek opowieści, czytał relacje zgorzkniałych, trafiał na plotki i wątki godne sensacji XX wieku i weryfikacji przez IPN.

Czy rzeczywiście miasto było tak piękne i miłe jak wspomnienia o nim? Czy najmniejsze i najmilsze miasteczko dziewiętnastowiecznych Niemiec przetrwałoby gdyby nie wojny, przesiedlenia, rabunkowa działalność górnicza?

A może to jednak my, jak ten koń nie jesteśmy z ikonografii Wajdy i Hoffmana.

Nie z Hoffmanowskiego „Potopu”, bardziej z jego „Prawa i pięści”. Szabrujący ale pamiętający tylko o tym jednym sprawiedliwym.

To dokument nie tyko o Miedziance. To o nas – jakimi jesteśmy.

__________

Filip Springer, „Miedzianka. Historia znikania” Wydawnictwo Czarne, 2011.
Blog Filipa Springera.

Dzień nauczyciela, Dzień kobiet, dziecka…

Dzień nauczyciela, kobiet, dziecka, górnika… Tamto państwo chciało sprawiać wrażenie, że zajęte jest wyłącznie troską o człowieka pracy i celebrowało mniej lub bardziej wymyślne formy tej troski. Przeważnie to starają się mówić tytuły i zdjęcia w peerelowskich gazetach z lat 70.

Przedszkolanki i dzieci.

Przedszkolanki w pracy - nadchodzi wyż demograficzny lat 70. Fot. Maciej Musiał / Stowarzyszenie Dokumentalistów "Droga"

Co mówią o „peerel” zdjęcia?
Dokumentalistki i dokumentaliści pokazują nam tamten świat na wiele sposobów. Najbardziej znani z codziennej prasy byli „nadworni” fotografowie epoki Gierka. Tylko nieliczne z ich fotografii przetrwały próbę czasu.

„Aby Polska rosła w siłę a ludziom żyło się dostatniej” - slogan dekady. Zdjęcie Bogdana Łopieńskiego z 1973 r. Fot. Forum (za Dom Spotkań z Historią)

Lata 70.
„Cztery pory Gierka” to wystawa fotografii czynna do końca października w Domu Spotkań z Historią dzięki współpracy z agencją „Forum”. Ekspozycja daje każdemu jego własne lata 70. albo może dać wyobrażenie o tamtych czasach. (Niektórzy wygarniturowani zwiedzający w podeszłym wieku potrafią sobie podśpiewywać pod nosem. Ja od razu wypatrzyłem saturator.)

Przypomina propagandę sukcesu, hutę Katowice, wielką płytę, zebrania ZMW i PZPR, pochód pierwszomajowy. Żytnią, wino marki „Wino”, saturator. Ale także trudności dnia codziennego, kartki na cukier, gigantyczne budowy z nieistniejącą logistyką i śpiącymi robotnikami, błoto wokół bloku, lata oczekiwania na nowe M3. Klęski, jak zima stulecia oraz katastrofy końca dekady. Pokazuje także: Grudzień’70, Radomski czerwiec ’76 i stoczniowców czekających na porozumienia sierpnia’80.

Nie tylko kolorem wyróżniają się zdjęcia Chrisa Niedenthala. To chłodne spojrzenie i zdziwienie kogoś z „innego kosmosu” ale jednocześnie jest tam nuta zrozumienia i sympatii.

„VII Zjazd partii – pomostem w XXI wiek” (slogan z 1975)
Gierek i Jaroszewicz spoglądający na zegarki – obywatele już „pomogli” teraz powinni „przyspieszyć”. „Aby Polska rosła w siłę a ludziom żyło się dostatniej” – to najważniejszy slogan dekady, pierwszy w którym władza mówiła, że ludzie są ważni. I Polacy uwierzyli. Czekali na ten silny kraj i swój dostatek do roku 1980. Wtedy już nie liczyli już na to, że władza zapewni im cokolwiek. Żądali niezależności.

Polaków portret własny
Ekspozycja wita nas bardzo intrygująco – galerią znakomitości świata kultury. Autorzy pokazują coś, co umyka większości opowiadającym o rzeczywistości peerel. Obok pokazanej codzienności jest świat pełen tworzenia w wielu dziedzinach sztuki i nauki. Żegnając się z wystawą przechodzimy przez tą samą salkę – ta galeria portretu to jakby hołd ludziom, którzy potrafili wtedy stworzyć np. „Polaków portret własny”.

Portrety twórców z lat 70

Portrety ludzi kultury z lat 70. Fragment wystawy. (Fot. za Dom Spotkań z Historią)

Zapowiedź lat 80.
To fotoreporterki mają tę umiejętność zaglądania w oczy przechodniom, dostrzegania trudności dnia codziennego, takich „oczywistości” jak np. nieskończone kolejki, z którymi wszyscy się godzą. W tygodnikach lat 70. pojawiały się pierwsze mocne, zaangażowane reportaże społeczne. Kilka z nich przypomniała kiedyś Zachęta na wystawie „Dokumentalistki”. Między innymi reportaże Anny Musiałówny.

Fot. Tomasz Pawlak

Reportaż społeczny Anny Musiałówny na kartach katalogu wystawy „Dokumentalistki”. Zachęta 2009.

Migawki z codzienności

I na koniec o ujęciach może nie zupełnie beztroskich, ale nieco pogodniejszych. To dzięki skupieniu na małych chwilach, drobnych codziennych sprawach. Cykl internetowych galerii o takiej tematyce prezentowane jest od roku przez dokumentalistów ze stowarzyszenia  „Droga”  i redakcję tygodnika „Polityka”. Galerie do obejrzenia tu: Dzień kobiet oraz dzień dziecka poniżej tylko mała próbka.

8 marca

Pracownice karnie czekają w kolejce, aż władza uhonoruje je tulipanem w Dniu Ich Święta. Fot. Stanisław Kulawiak / Stowarzyszenie Dokumentalistów "Droga"

Obiektywy na gdańską stocznię

Timothy Garton Ash wspomina, że w sierpniu 1980 r., gdy władze komunistyczne podjęły negocjacje ze stoczniowcami, to przedstawicielom rządu najbardziej przeszkadzała ciągła transmisja obrad za pomocą radiowęzła zakładowego oraz obecność setek dziennikarzy i kilkudziesięciu zachodnich stacji telewizyjnych.
Żądanie ograniczenia cenzury było jednym z wcześniejszych postulatów komitetu strajkowego.

Wśród internetowych galerii Polityki dwa spojrzenia na Stocznię Gdańską. Sprzed trzydziestu lat i z tego roku.

Tamten wyjątkowy, pełen nadziei sierpień w obiektywach fotoreporterów związanych ze Stowarzyszeniem Dokumentalistów „Droga” – Macieja Osieckiego i Adama Haydera. Galeria „Stocznia pełna nadziei”.

Fot. Adam Hayder / Stowarzyszenie Dokumentalistów "Droga" (za Polityka.pl)

(Fot. Adam Hayder za Polityka.pl)

Fotoreportaż „Życie na micie” Michała Szlagi powstał podczas artystycznej akcji gdańskiego rzeźbiarza Grzegorza Klamana. Ogórek „Subiektywnej Linii Autobusowej” zabiera nas w miejsca, gdzie legenda zderza się z problemami wszystkich europejskich stoczni.

Fot. Michał Szlaga (za Polityka.pl)

Fot. Michał Szlaga (za Polityka.pl)

Obrazy stanu wojennego

22 lipca? – święto w peerelu  albo „d. Wedel”. A 22 lipca 1983 roku?

To zapomniana data zakończenia stanu wojennego. Wydarzenia  tamtych lat przypomina opublikowana w grudniu na stronie Polityka.pl galeria „Pamiętnik ze stanu wojennego”. Zwykłe obrazy z polskich ulic z lat 1981-1984 zawdzięczamy fotografom związanym ze Stowarzyszeniem Dokumentalistów „Droga”.

Fot. Hanna Musiałówna

Fot. Anna Musiałówna "Optymista", kilka miesięcy przed stanem wojennym, za Polityka.pl

Korespondet po wojnie

Piotr Osęka o legendarnym reporterze czasów wojny – Ksawerym Pruszyńskim i jego losie w skomplikowanej sytuacji powojennej. W tekście „Polityki” – „Podróżnik po Polsce”.

„Pruszyński wrócił jako jeden z pierwszych, we wrześniu 1945 r., namówiony przez Oskara Langego i Jerzego Borejszę. Szybko przyjął ofertę pracy w dyplomacji i już w listopadzie został radcą ambasady w Waszyngtonie, aby w następnych latach być urzędnikiem polskiej misji przy ONZ, a w 1948 r. objąć stanowisko ambasadora w Holandii. Jednocześnie cały czas pisał i publikował – opowiadania, reportaże, publicystykę…” więcej na stronie tygodnika „Polityka”

Ksawery Pruszyński

Ksawery Pruszyński, fotografia ze zbiorów Stanisława Pruszyńskiego / za Polityka.pl