Zaskakujące sąsiedztwo

Na ścianie nowojorskiego Międzynarodowego Centrum Fotografii zawisły obok siebie dwie fotografie. Ich powstanie dzieli blisko 60 lat oraz kilka tysięcy kilometrów.

Pierwsze – czarno-białe, ziarniste i lekko poruszone – zrobione rankiem 6 czerwca 1944 r. przez Roberta Capę na normandzkiej plaży o kryptonimie „Omaha”. W jednym z najkrwawszych miejsc i momentów II wojny światowej. Jest ikoną amerykańskiego udział w wojnie na terenie Europy.

Plaża Omaha - Zdjęcie Roberta Capy z 6 czerwca 1944r. (Fot. za Wikipedia)

Obok, po prawej wisi mały kolorowy kadr z telefonu komórkowego, mizernej jakości pełen pikselowych zakłóceń. Przedstawia zakapturzoną postać stojącą na stołku – torturowanego Irakijczyka. Stało się ikona amerykańskiego udziału w tej wojnie. Autor nie jest znanym fotoreporterem, to fotografia zrobiona telefonem przez uczestnika wydarzeń – żołnierza, który pozostał anonimowy. Zdjęcie świadka wykonane 4 listopada 2003 r. w Abu Gharib w Iraku.

fot. duncan / Flickr CC by 2.0

Scena tortur z Abu Gharib funkcjonuje jako rozpoznawalną ikoną. fot. duncan / Flickr CC by 2.0

Omaha i Abu Gharib – obrazy dwu Ameryk
Nagle zestawiono obrazy dwu innych światów. Zderzyły się także wyobrażenia o żołnierzach demokratycznego państwa. W pierwszej połowie XX wieku wierzyliśmy, że do złego byli zdolni wyłącznie wrogowie – hitlerowcy. W ostatnich dziesięcioleciach kolejne społeczeństwa wysyłając swych żołnierzy do obcych krajów odrabiają tę samą lekcję. Często pokazują to reporterzy (np. Sebastian Junger i Tim Hetherington – twórcy „Wojny Restrepo”), czasem docierają do nas relacje świadków.

Dokument
Zdjęcia nie tylko przedstawiają to, co w kadrze. Wiele mówią o naszym podejściu do tego medium i stosunku do fotoreportażu. Praca Roberta Capy jest symbolem dziennikarstwa fotograficznego pierwszej połowy XX w. W nowym wieku zawód fotoreportera traci na znaczeniu, zastąpiony migawkami wideo i zdjęciami robionymi przez uczestników wydarzeń.

Siła medium
Czy coś jeszcze zostało? Pozostaje nasza wiara we właściwości dokumentacyjne medium. Mimo złej jakości technicznej a może właśnie dzięki niej oba zdjęcia, zarówno to z 1944, jak i to z 2003 r. odbieramy jako autentyczne. Wiarygodne, nie retuszowane pędzlem ani photoshopem.

Dyskusję zapoczątkowaną przez kuratorów centrum muzeum ICP podjął między innymi autor Bloga Prisonphotography.

Niania w Nowym Jorku

Spacerowała ulicami miasta. Najbardziej lubiła Rolleiflexa. Na jego mlecznej szybie świat zawsze wygląda magicznie. Aż kusi, żeby scenki w pudełku zatrzymać na dłużej. Kadry z codziennego życia utrwalone przez Vivian Maier na czarno-białym negatywie traciły kolor, ale zachowały tę magię. Miała oko rasowego reportera, ale przez większą cześć życia pracowała jako niania.

Vivian Maier, jej miasto i jej Rolleiflex - autoportret. (Fot. za vivianmaier.com)

Vivian Maier – odkrywanie Nowego Jorku
Dorobek Maier bardziej przypomina postawę Bartelta i Augustisa (opisanych w notce Fotografowie miast), niż słynnego portrecistę tego samego miasta – Stiegliza (notka Stieglitz – fotograf Nowego Jorku).

Fotografować zaczęła, gdy mieszkała w Chicago. Aparaty były nieodłącznymi towarzyszami jej wakacyjnych podróży. Dwudziestowieczna miłośniczka fotografii. Spośród tysięcy amatorów wyróżnia ją oko. Lubiła przechodniów – stworzyła setki anonimowych portretów. Lubiła miasto – scenki rodzajowe, babcie z dziećmi, sprzeczki z policjantami, aresztowanie pijaka. Najważniejsze są te jej fotografie z ulicy.  To były ulice najważniejszych miast tego czasu. Jest w tym przekora, bo wiele z nich zaprzecza „mitowi Ameryki”. Jej negatywy są jak wehikuł czasu. Pozwalają odkrywać Amerykę inną niż ta z produkcji hollywoodzkich.

Odkrywanie Vivian Maier
Zaczęło się od pudła z negatywami, które miłośnik historii Chocago, John Maloof, kupił z myślą o książce swoich znajomych. Ostatecznie żaden kadr nie znalazł się w publikacji, ale w ciągu roku John dotarł do większości dorobku Vivian. Poświęcono jej kilka blogów, jeden z najlepszych to vivianmaier.blogspot.com a ostatnio powstała profesjonalna strona internetowa vivianmaier.com. Otwarta dzięki stworzonej przez Malofa – Maloof Collection.

______
Vivian Maier
(1926–2009) Niewiele wiemy o jej życiu. Urodziła się w Nowym Jorku. Dorastała w Paryżu, w wieku 25 lat wróciła do USA. Mieszkała w Nowym Jorku, Chicago i znowu w NY. Fotografowała w chwilach wolnych od pracy i podczas podróży. Zostawiła po sobie 100 tysięcy negatywów. Części nie wywołała.

Bibliografia
Je dorobkiem zajmuje się Maloof Collection. Wydał album „Vivian Maier – Street Photographer” oraz ostatnio stronę internetową vivianmaier.com

Stieglitz – fotograf Nowego Jorku

Alfred Stieglitz zasłynął fotografią dającą wyobrażenie o podróży emigrantów przybywających z Europy do wymarzonej Ameryki. W nowojorskim muzeum Seaport trwa właśnie wystawa przypominająca inną część jego dokonań – wieloletnią pracę jako portrecisty miasta – Nowego Jorku.

Fot. Alfred Stieglitz

„Stary i nowy Nowy Jork”, 1910, Fot. Alfred Stieglitz

Nowoczesność, która oczarowuje
Fotografowanie miasta nie jest jego zasługą, dworce i mosty malowali już impresjoniści. Ich europejskie obrazy oglądali jego rodacy. Stiglitz wprowadził do obiegu sztuki, jako temat, industrialną Amerykę. Oto jeden z jego największych sukcesów. Nowoczesność, która oczarowuje. Taka jest jego wizja Nowego Jorku. Pełnego ruchu, promów, tramwajów konnych, powstających drapaczy chmur, budynków redakcji radiowych i dzienników.

Dokument mimo woli
Stieglitz nie uważał się za dokumentalistę, był estetą z bogatej rodziny zajmujący się promowaniem sztuki. Wyniósł fotografię do rangi sztuki. I poszukiwał malarskich (w sensie najpierw XIX wiecznym a później modernistycznym) tematów. Zdjęcie „Dolny pokład” możemy odczytywać jako fragment reportażu społecznego, jednak był to pojedyncze ujęcie wykonane przez fotografa (uciekającego od znudzonych współpasażerów I klasy) zachwyconego „konstruktywistyczną” kompozycją trapów i pokładów, szarego tłumu i słomkowego kapelusza. Fotografie woźniców i ich koni zmagających się ze śnieżycą to też nie reportaż, a raczej ujęcia z wymarzonej malarsko scenerii, jaka zapanowała nagle przed wejściem do galerii fotografika. Jeśli udokumentował=sportretował miasto i społeczeństwo swoich czasów to trochę mimowolnie.

Nostalgia
Wielu fotografów amerykańskich nadal patrzy i myśli Stiglitzem. Tęsknota za tamtym malarskim, miękkim i przydymionym sposobem patrzenia, który stworzył – piktorializmem – skłania współczesnych do poszukiwań specyficznych warunków oświetleniowych, elektronicznego stylizowaniu zdjęć albo stosowania tradycyjnych technik np. gumy. Jednym z oryginalniejszych pomysłów jest zastosowanie przez Timura Civana stuletniego obiektywu w swoim cyfrowym aparacie. Stworzył cykl prac będących estetyczną impresją i hołdem dla tamtego dawnego portretu miasta Styglitza.

Fot. Timur Civan

Miasto Steiglitza sto lat później. Fot. Timur Civan

________

Alfred Stieglitz –
(1864-1946) Amerykański fotograf, promotor fotografii, sztuki i uznany galerysta. Pochodził z bogatej rodziny niemieckich emigrantów. Studiował w berlinie inżynierię i fotografię. W 1890 powrócił do Nowego Jorku. Publikował w periodykach o fotografii, później sam je tworzył i prowadził (1903-1911 „Camera Work”). W 1905 otworzył przy Piątrej Alei pod numerem 291 galerię nazywana „291″. W 1907 r. podróżuje po Europie nawiązuje nowe kontakty i zaczyna promować sztukę nowoczesną w Ameryce. W latach 1925-1929 kieruje „Intimate Gallery a w 1929-1946 An American Palace. Umiera w Nowym Jorku.