Rosenthal na Iwo Jimie

23 lutego 1945 r. na Iwo Jimie powstało wiele dobrych zdjęć. Reporterzy akredytowani przy korpusie marines brnęli obok żołnierzy przez wulkaniczny piach, wspinali się na wzgórza, robili swoje. Tego dnia, jednemu z nich – Joe Rosenthalowi z Associated Press – udało się zdjęcie życia.

Ta wulkaniczna wysepka wydawała się obu stronom niezwykle ważna. Miała być niezatapialnym lotniskowcem pośrodku oceanu. Japończycy zamienili ją w twierdzę, a Amerykanie szturmowali od 19 lutego. Lądowanie i pierwsze starcia przebiegły pomyślnie. Później zaczęło się piekło. Żołnierze japońscy zaciekle jej bronili jak skrawka cesarstwa. Z dwudziestu tysięcy poddało się ich jedynie dwustu.

Reporter po pracy na Suribachi. (Fot. za AP Photo/U.S. Marine Corps)

Wcześniej na Suribachi zatknięto mniejszą flagę, taką z żołnierskiego plecaka, a reporter był tylko jeden. Całość wypadła raczej nie pomnikowo. Scenę należało powtórzyć ze znanym nam dziś, spektakularnym rezultatem. Zdjęcie Joe’go Rosenthala z dnia na dzieło stało się symbolem zmagań Ameryki.

Takie zdjęcia powstają raz na dekadę. Podobne zrobił Stiglitz na początku wieku, a w 1936 r. Dorothea Lange. Jej „Matka tułaczka” – portret ofiary wielkiego kryzysu ale jednocześnie symbol nadziei i dowód siły przetrwania. Dokumenty Lange to już temat na kolejną… opowieść.

Niezwykle bogatą, wręcz wzorcową galerię poświęconą zdjęciom z Iwo Jimy znajdziemy na blogs.denverpost.com. Z tego serwisu pochodzą w większości zdjęcia w tym wpisie.

__________

Joe Rosenthal pracował dla AP. Za zdjęcie flagi otrzymał nagrodę Pulitzera.

Bayeux – nagrody dla korespondentów

Są takie lata, że bardzo trudno obejrzeć do końca wystawę Word Press Photo. Nagromadzenie scen okrucieństwa jakich byli świadkami fotografowie jest zbyt duże. Czasem dochodzi świadomość, że fotoreporter nie przeżył. A jeśli to impreza poświęcona tylko i wyłącznie fotografii wojennej?

W takiej sytuacji postawiona jest publiczność i jury w Bayeux, gdzie w październiku wręczono „Nagrody dla korespondentów wojennych”. To właśnie nazwa imprezy (odrobinę wyciszenia – żaden festiwal, żaden konkurs). Nagrody przyznawane są reporterom: piszącym, telewizyjnym, radiowym oraz fotografom.

Janine di Giovanni

Janine di Giovanni, przewodnicząca jury 17. edycji Nagród Bayeux

Bez czerwonych dywanów
A tribute to fredom and democracy – ten napis znajdziemy na plakacie imprezy. Można powiedzieć, że jest zbyt górnolotny, albo nieszczery, ale to nie jest festiwal filmowy Cannes. Publiczność jest tu zupełnie inna a członkowie jury, to w większości korespondenci, może tylko bardziej doświadczeni od uczestników. Nie ma zachowań gwiazdorskich. Wszyscy mają dosyć widoku czerwieni w pracy i przez siedemnaście lat nigdy nie było tu czerwonych dywanów.

2010 – Afryka i Afganistan
Chwilę oddechu (ale nie odmiany) przynoszą seanse fabuł. W tym roku był to „Eyes of War” Danisa Tanovicza o dwu postawach reporterskich na tle walk w Kurdystanie.

Spośród kilkuset reportaży jury wybiera zawsze kilkadziesiąt do prezentacji publiczności. Przyznawane sa nagrody publiczności. W tym roku publiczność i jury były jednomyślne i nagrody za fotoreportaż przypadły Véronique de Viguerie. Nagrodę jury za reportaż prasowy z Kongo otrzymał Christophe Boltanski (Le Nouvel Observateur),  Florence Lozach z Europe 1 za reprtaż radiowy o Kabulu, Danfung Dennis za reportaż telewizyjny „Wojna Obamy. Afganistan”. Gilles Jacquier, autor filmu o szkole w Afganistanie został doceniony za większą formę telewizyjną (fragmenty reportaży i informacje o autorach na stronie nagród).
Ostatni rok zdominowała Afryka i Afganistan.

Plakat 2010

Plakat 2010 fot. za prixbayeux.org

Wyryte w kamieniu
Uczestnicy październikowych spotkań szukaja wytchnienia na starym mieście i w parkach. Najczęściej odwiedzają spokojny park-pomnik. „To jedyne miejsce na ziemi, gdzie imię mojego męża wyryto w kamieniu” – powiedziała Michele Montas gdy otwierano pomnik w Bayeux. Jej mąż haitański dziennikarz Jean Dominique Montas został zamordowany w 2000 r. Nazwiska zabitych kolegów w parkowej alejce przybywa.

Eyes of War

Reporterzy bez granic

O wspólnym projekcie organizacji Reporterzy bez granic (RSF) i normandzkiego miasta Bayeux, pomniku upamiętniającym poległych korespondentów pisałem w jednej z pierwszych notek – W hołdzie korespondentom.

Reporters sans frontières (RSF) albo Reporters Without Borders (RWB) nie skupia się wyłącznie na przeszłości. To międzynarodowa organizacja pozarządowa zajmująca się odnotowywaniem naruszenia wolności prasy i wolności wypowiedzi. Prowadzi i wspiera kampanie w obronie dziennikarzy, pisarzy, obrońców praw człowieka.

Dzięki dziennikarzom, naukowcom, dyplomatom związanym z organizacją RSF od dawna dowiadujemy się o sytuacji ludziach takich jak Liu Xiaobo. Znanym dziś wszystkim laureacie tegorocznej pokojowej nagrody Nobla. Dowiadujemy się o problemach dziennikarzy w Rosji i Meksyku, ofiarach w Erytrei i Afganistanie.

rsf.org

Gdzie leje się krew, tam powinien płynąć atrament - jedna z kampanii społecznych RSF. Plakat na stronie agencji prowadzącej kampanię.

RSF ukuła dwa terminy „Prześladowcy wolności Prasy” oraz „Barometr wolności prasy”. To dwie prowadzone na bieżąco projekty.

Lista prześladowców
Aktualizowana lista ludzi wpływowych odpowiedzialnych za ataki na prawa człowieka i wolność prasy. Znajdą się tam nazwiska nie tylko egzotycznych dyktatorów,  liderów bojówek militarnych i paramilitarnych, ale także przywódców religijnych albo oligarchów przemysłu.

Barometr wolności prasy
Barometr jest listą państw świata biorącą pod uwagę poszanowanie wolności prasy. Tworzona jest na podstawie ankiet napływających ze świata i próbuje odnotować i usystematyzować przypadki ataków, prób zastraszania czy nacisków na ludzi mediów.

Barometr na stronie rsf.org - 20 października 2010 r.

Barometr na stronie rsf.org - 20 października 2010 r.

„Reporterzy bez granic” ta nazwa nawiązuje do organizacji „Lekarze bez Granic”. Strona internetowa rsf.org

Wysoka cena

Internetowy magazyn „100 Eyes” przedstawia zdjęcia zrobione przez czternaścioro izraelskich i palestyńskich reporterów. „Beware the cost of War” to brutalne przypomnienie o konflikcie, w którym najwięcej ofiar, po obu stronach jest poza „linią frontu”.

Wspólne świadectwo
Dokumentaliści wspólnie dają świadectwo i pokazują cenę konfliktu trwającego od dziesięcioleci, a który tylko czasami nazywany jest oficjalnie wojną. Tylko czasami definiowana jest prawdziwa linia frontu.

Dwa zdjęcia
„100 Eyes” ma zwyczaj opowiadania o brutalnej części świata w bez znieczulenia, do jakiego przyzwyczaiły nas już popularne tygodniki. Spojrzenie dokumentalistów skupionych wokół „oczu” jest jednak odpowiedzialne. O traumie, problemach społecznych albo inności opowiadają unikając pułapek tabloidów.

Dla wielu osób tylko te dwa zdjęcia będą wystarczająco bolesne i poruszające. Cały reportaż

Na izraelskiej ulicy po zamachu. Błoto, krew i ból. (Fot. za 100eyes.org)

Na izraelskiej ulicy po zamachu bombowym. Błoto, krew i ból. (Fot. za 100eyes.org)

Ulica palestyńska po bombardowaniu. Błoto, krew i ból. (Fot. za 100eyes.org)

Ulica palestyńska po bombardowaniu. Błoto, krew i ból. (Fot. za 100eyes.org)

Przez 63 dni ponad miastem

„Prudential”, najwyższy budynek Warszawy, został zdobyty 1 sierpnia jeszcze przed godziną „W” i do końca pozostał na skrawku miasta utrzymywanym przez powstańców. Na równi z „Pastą” może być symbolem powstania, a zdjęcie Sylwestra Brauna zrobione w kluczowym momencie – kadrem-ikoną.

Fot. za Poczta Polska

Kadr-ikona na znaczku. (Fot. za Poczta Polska)

Batalion „Kiliński”* ma zdobyć ten budynek oraz pocztę główną pierwszego dnia powstania. Po godzinie 16-ej patrol niemieckich żandarmów próbuje zatrzymać jedną z grup zbierającego się przed godziną „W” oddziału. Wywiązuje się strzelanina. Doświadczony oficer – Henryk Roycewicz natychmiast nakazuje główny atak. Solidnie umocnieni pod pocztą Niemcy skutecznie się bronią. Na dłuższą chwilę ucisza ich pocisk ze zrzutowego „Piata”. Wtedy powstańcy wdzierają się do „Prudentialu”. Nad najwyższym budynkiem stolicy powiewa polska flaga. Warszawa staje do walki.

Braun – fotograf Armii Krajowej o pseudonimie – „Kris” często obserwował i fotografował walczące miasto z wyższych pięter budynków. W miarę możliwości wyruszał na miejsce wydarzeń. 28 sierpnia ze swojego punktu obserwacyjnego na ul. Kopernika, uwiecznił uderzenie pocisku najpotężniejszego działa, jakim hitlerowcy ostrzeliwali powstańczą Warszawę. Wieżowiec z kilkakrotnie wieszaną flagą narodową był ulubionym celem Niemców.

„Kris” nie był zawodowym fotografem, ale miał naturalny dar komponowania kadru i reporterskie szczęście. Swoją „Leiką” pracował, fotografując seriami i traktował wydarzenia fotoreportażowo. Taka jest właśnie seria zdjęć „Prudentialu”.

***

Ze stanowiska na Nowym Świecie Braun widział także pożar swojego domu i ciemni na Powiślu. Postanowił staranniej zabezpieczyć dokumentację z powstania – być może nie podzieli ona losu zdjęć okupacyjnych. Przed pójściem do niewoli ukrywa zdjęcia. Po ucieczce z transportu i powrocie do Warszawy na początku 1945 r. fotografowi udaje się odnaleźć skrytkę z materiałami. Połowa z 3000 powstańczych zdjęć zachowała się. Znajdują się w Muzeum Historycznym m. st. Warszawy.

_________

Sylwester Braun „Kris”

(1909-1996) warszawiak, absolwent geodezji Politechniki Warszawskiej, fotograf amator, dokumentalista powstania. We wrześniu 1939 jako inżynier biura planowania zaczął fotografować oblężenie miasta. Podczas okupacji prowadził tajną ciemnię na ul. Kopernika i dokumentował życie mieszkańców pod okupacją, ich próby oporu oraz niemiecki terror. Pracownia i dokumentacja fotograficzna spłonęła we wrześniu 1944 r.

Po wybuchu powstania w pracował w grupie fotoreporterów, Polowych Sprawozdawców Wojskowy AK. Wywieziony do Niemiec, uciekł z niewoli. Wrócił do Warszawy w 1945. Zdecydował się na emigrację do Szwecji, a w 1964 do Stanów Zjednoczonych. Kilkakrotnie odwiedzał Polskę. W 1981 r. przekazując 1500 ocalałych zdjęć Muzeum Historycznemu m. st. Warszawy. Zmarł w Warszawie.

_______

*Batalion „Kiliński” wsławił się także zdobyciem budynku Pasty

Fotografowie miast

Kolejne miasta odkrywają sceny ze swoich dawnych dni i dokumentalistów, którzy je uwiecznili. Udostępniane są fotografie z mniej lub bardziej zapomnianych archiwów. W Warszawie mogliśmy oglądać w tym roku dwie wystawy Willego Römera, w Kamieniu Pomorskim – Adolfa Bartelta, a w Białymstoku – Bolesława Augustisa.

Człowiek z Kamienia
Jednym z tych miast, w których historia miała się zacząć w 1945 r. był Kamień Pomorski. Włodarze komunistyczni, mimo kilkunastu lat władzy, czuli się tu tak niepewnie w otoczeniu historii i dawnych tradycji, że zaczęli wyburzać pozostałości starego miasta, by stawiać bloki. W latach 60. nie oszczędzono nawet kirkutu, który przecież wcześniej ocalał mimo władzy hitlerowców.

Od niedawna mieszkańcy Kamienia Pomorskiego zwykli uznawać historię miasta jako własną, a nie obcych. Do najważniejszych dokumentalistów życia miasta należy pierwszy w historii miasta fotograf – Adolf Bartelt. Zakład fotograficzny uległ zniszczeniu podczas walk niemiecko-radzieckich w marcu 1945 r. Sam fotograf zmarł miesiąc później. Część materiałów szczęśliwie zachowała się w Niemczech, dzięki Günterowi Kleyerowi. W kwietniu 2010 r. prof. Hans Dieter Wallschläger z Berlina  przekazał do Muzeum Historii Ziemi Kamieńskiej szklane negatywy Bartelta.

Szklany negatyw Adolfa Bartelta

Szklany negatyw Adolfa Bartelta - cmantarz ewangelicki. (Fot. za kamienpomorski.pl)

Na ujęciach sprzed 100 lat odnajdujemy scenki uliczne, nabrzeże portowe, rynek w Kamieniu Pomorskim, dwór w Szumiącej, wiejskie zabudowania, kościół w Mechowie.

Latem mogliśmy oglądać wystawę pt. „Historia zapisana na szkiełkach – Adolf Bartelt kamieński fotograf”. Grupa Edukacji Twórczej „Oswajanie Sztuki”  przygotowała odbitki ze starych negatywów oraz podkast z fotografiami Bartelta na stronie muzeum Ziemi Kamieńskiej.

Człowiek z Syberii
W 2004 r. dwaj chłopcy odnajdują na strychu negatywy w rolkach i na szklanych płytach. Fotoreporterowi lokalnej gazety Grzegorzowi Dąbrowskiemu udaje się rozpoznać zbiór i określić jego znaczenie – to kompletne archiwum jednego autora Bolesława Augustisa – przedwojennego fotografa. Dąbrowski zabezpiecza i konserwuje materiały, a zdjęcia publikuje „Gazeta Wyborcza”. Później pokazyno je też na wystawie „Fotografie Białegostoku z lat 1935-1939” (do 15 września).

Rodzina Bolesława Augustisa, potomkowie zesłańców z 1863 r. przybyli z Syberii do Białegostoku dopiero w 1932 roku. Dwudziestolatek z doświadczeniem fotograficznym szybko znalazł pracę w zakładzie przy rynku. W 1935 r. otworzył własny zakład fotograficzny przy ul. Kilińskiego. Fotografował mieszkańców w atelier oraz przy pracy. I to są chyba najciekawsze zdjęcia. Był uzdolniony, mógł też oglądać radziecką prasę i filmy z kręgu „Człowieka z kamerą”.

Fot. Bolesław Augustis

W zakładzie fryzjerskim. Fot. Bolesław Augustis (za fotopolis.pl)

„Łapał” także niedzielnych spacerowiczów. Był to powszechny sposób pracy przedwojennych fotografów – zdjęcie i wręczenie wizytówki zakładu.

Po wkroczeniu Sowietów w 1939 r. ojciec fotografa zostaje aresztowany. Przepada bez wieści. Na początku następnego roku zabierają także Bolesława. Mija pół wieku, a historia się powtarza, kolejny z rodu Augustisów zostaje wysłany na Syberię.

Zgłasza się do armii Andersa i wraz z nią przez Iran opuszcza Związek Radziecki. Walczy we Włoszech. Demobilizacja zastaje go w Anglii. Nie wraca do Białegostoku i komunistycznej Polski. Być może nie chce po raz trzeci trafić na Syberię. Decyduje się na emigrację do Nowej Zelandii. Już nigdy nie ogląda swoich zdjęć.

Berlińczyk – okupant Warszawy
Notka o wystawie dokumentalnych fotografii Willego Römera była chyba pierwszą na tym blogu, w jakiej Niemiec pojawił się w roli pozytywnej. Jakże inna od drugowojennej była ta okupacja, po przejęciu Warszawy przez armię kajzerowską w 1916 r. To wtedy pojawił się polski samorząd miejski i uniwersytecki. Album towarzyszący wystawie wzbogacony jest o historię tych wydarzeń oraz oraz tekst o społeczności żydowskiej Warszawy w początkach XX wieku.

Fot. Willy Römer

Widok przed kościołem św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Fotografia Willy’ego Römera z 1916 r. (za „Dom Spotkań z Historią” )

***

Są takie chwile, w których amatorzy fotografii i rzemieślnicy stają się artystami lub dokumentalistami swoich czasów. Trzeba też szczęśliwego zbiegu okoliczności, by fotografie zachowały się. Dzięki takim momentom, odrobinie szczęścia i pracy konserwatorów mogliśmy tego lata obejrzeć dawny Kamień Pomorski, Białystok i Warszawę.

__________

Adolf Bartelt
(1856-1945) niemiecki fotograf rzemieślnik. Urodził się w Kamieniu Pomorskim. Pod koniec XIX wieku założył pierwszy zakład fotograficzny w Kamieniu Pomorskim, przy Domstrasse 214. Zamrł w Kołomąciu niedaleko Gryfic.

Bolesław Augustis
(1912-1995) – urodził się w Nowosybirsku w rodzinie zesłańców z 1863 r. Polski fotograf. W latach 1935-1940 prowadził zakład fotograficzny w Białymstoku. Aresztowany przez NKWD ponownie trafił na Syberię. Ewakuowany z armią Andersa. Walczył we Włoszech. Po wojnie pozostał na emigracji, trafił do Nowej Zelandii. Tam ożenił się z Polką. Nie wrócił zawodowo do fotografii, zajął się budownictwem. Zmarł w Nowej Zelandii.

Willy Römer
(1887-1979) niemiecki fotograf niezależny i prasowy. Od 1903 roku zajmował się fotografią, najpierw w Berlińskim towarzystwie fotograficznym a później (1908-1912) u Karla Deliusa w Paryżu. W latach 1915-1918 zmobilizowany. Po wkroczeniu Niemców na ziemie polskie i białoruskie fotografował życie codzienne mieszkańców. Po powrocie do Berlina fotografował rewolucję. W latach 20. XX wieku był współwłaścicielem i przejął firmę Photothek. Po dojściu Hitlera do władzy firmę zamknięto. W 1942 roku został wysłany do pracy w hitlerowskiej gazecie w Poznaniu. W 1945 fotografował zniszczony Berlin.
Pozostawił po sobie ponad sto tysięcy negatywów na szkle i celuloidzie.

Zmaganie o życie

Garstka z pierwszej linii – walcząca o coś (a przeważnie o przeżycie swoje i kolegów) jest wspomagana  przez armię ludzi na zapleczu. Przede wszystkim zespoły medyczne, gotowe w każdej chwili zmagać się o ich życie.

Oto rezultat pracy Justina Sullivana i Chrisa Hondrosa – fotoreporterów, który na co dzień towarzyszyli polowym sanitariuszom, ratownikom oraz chirurgom szpitali, polowych i tych w większych ośrodkach amerykańskiej armii.  Fotoreportaż o zespołach medycznych w Afganistanie opublikowany przez znakomity fotoblog Denverpost.

Justin Sullivan Getty Images za Denverpost

Fot. Justin Sullivan / Getty Images (za Denverpost)

Codzienna praca ratowników i lekarzy przyjmowana jest jako oczywistość. Dostrzegamy ich przeważnie w momentach katastrof i dużych akcji zbrojnych, jak w Afganistanie.

Fot. Justin Sullivan/Getty Images (za Denverpost)

Fot. Justin Sullivan/Getty Images (za Denverpost)

_____________

O mniej spektakularnym aspekcie wojny opowiada fotoreporter Kuba Dąbrowski w podkascie „Mnotonia wojny” na Polityka.pl O powtarzalności i banalność kolejnych dni podczas służby w Afganistanie oraz o krótkich chwilach, które potrafią stworzyć między ludźmi szczególną więź.

Fot. Kuba Dąbrowski (za Polityka.pl)

Fot. Kuba Dąbrowski (za Polityka.pl)

Obrazy stanu wojennego

22 lipca? – święto w peerelu  albo „d. Wedel”. A 22 lipca 1983 roku?

To zapomniana data zakończenia stanu wojennego. Wydarzenia  tamtych lat przypomina opublikowana w grudniu na stronie Polityka.pl galeria „Pamiętnik ze stanu wojennego”. Zwykłe obrazy z polskich ulic z lat 1981-1984 zawdzięczamy fotografom związanym ze Stowarzyszeniem Dokumentalistów „Droga”.

Fot. Hanna Musiałówna

Fot. Anna Musiałówna "Optymista", kilka miesięcy przed stanem wojennym, za Polityka.pl

Reportaż z Abbeville

Wymanewrować albo prześcignąć 10. Pułk Strzelców Konnych. To była rzecz niewykonalna. Ich szybkim czołgom i elastyczności działania dywizja generała Maczka zawdzięczała przełamanie frontu w Normandii. Teraz gnali w stronę granicy francusko-belgijskiej. Gdy filmowiec Janusz Żegota-Januszajtis miał udokumentować zajęcie przez strzelców konnych Abbeville musiał się bardzo postarać, by zdążyć na czas.

Trochę ryzykował wybierając niesprawdzoną ale najkrótsza drogę. Dotarł do kanału i półrozwalonego mostu, który w wielkim pośpiechu wysadzili Niemcy. Panowała cisza, dopalały się tylko elementy przęseł. Zaszumiała kamera – taka sceneria pobojowiska to zawsze jakaś namiastka akcji dla spóźnionego korespondenta. Więcej śladów walki nie było. Gdy zdążył już ochłonąć już na tyle, by zauważyć że nie było nawet śladów gąsienic po przejściu 10. pułku, wokół zaczęły wybuchać pociski. Z drugiego brzegu odezwały się także karabiny maszynowe i rzeka zaczęła wyglądać – jak wspomina operator – jakby padało. Jego dżip był dobrym, bo jedynym celem w mieście. Po chwili uciekającym po własnych śladach. 2 kilometry za miastem Januszajtis spotkał polskie czołgi. Pognały dalej, mając już rozpoznaną drogę.

1. Dywizja Pancera w walce

Żołnierze i czołgi 10. PSK a ulicach wyzwolonego miasta. Strony ksiażki - 1. Dywizja Pancera w walce

Reportaż ze zdobycia Abbeville w końcu się udał. Sceny przetrwały do dziś, wmontowane w filmy, a sama historia trafiła do wspomnień fotoreportera. Nie oparł się pokusie opisania, jak od strony wroga pędził na przeciw polskiej kolumnie i meldował zdumionemu dowódcy: „zdobyłem Abeville panie pułkowniku”.

Z rzeczywistą dumą wspomina niektóre ujęcia. Zarejestrował trafienie, które uciszyło („na wieki”) stanowiska niemieckich karabinów maszynowych w oknie wieży katedralnej. By ochronić zabytek, do tego jednego strzału, ściągnięto najlepszego artylerzystę. Efekt – „wieża nienaruszona”. Między wierszami znajdziemy jeszcze jedno źródło satysfakcji, z tymi karabinami maszynowymi operator znał się już wcześniej.

Prześcignąć 10. Pułk udało się jedynie korespondentowi. Ale tylko raz i przez przypadek.

________

Jerzy Zbigniew Żegota-Januszajtis
(1920-1998) Urodził się w Warszawie, syn generała. Pierwszą życiową przygodą maturzysta liceum krzemienieckiego stało się zimowe przejście przez Karpaty do Rumunii. Do Francji przeniósł szyfr do kontaktu z organizacją podziemną. W Szkocji przeszedł szkolenie bojowe w 1. Dywizji Pancernej. Początkowa w oddziałach liniowych później skierowany wyłącznie do pracy oświatowej o reporterskiej. Dokumentował działania jednostki na froncie zachodnim, często na pierwszej linii. Osobistym sukcesem Januszajtisa było stworzenie profesjonalnego zespołu dokumentalistów, dzięki powołaniu do 1.DP filmowców powstania warszawskiego z wyzwalanych obozów jenieckich. Zespół dokumentował losy dywizji gen. Maczka do rozwiązania jednostki oraz montował filmy z materiałów Januszajtisa. Oprócz dorobku fotoreporterskiego pozostawił, próby poetyckie i kompozytorskie. Zmarł w Anglii.
Publikacje książkowe: „Wspomnienia fotoreportera z Dywizji Maczka”
Filmy: „Niezwyciężeni – Idziemy”, „Kroniki 1. DP”, „Droga do Wilhelmshaven”

Zdjęcia ze ślubu

Koledzy mówili do niego „Brok”. Wcześniej prowadził zakład fotograficzny, więc fotografowanie ślubu było rzeczą najoczywistszą pod słońcem.

Tylko, że ten ślub odbywał się 13 sierpnia 1944 roku, w samym środku powstańczej Warszawy. A akowskie pseudonimy mięli także: ksiądz, państwo młodzi i większość uczestników uroczystości.

fot. Eugeniusz Lokajski, Muzeum Powstania Warszawskiego

fot. Eugeniusz Lokajski, zbiory Muzeum Powstania Warszawskiego

Od pierwszych dni sierpnia „Brok” był oficerem łącznikowym sztabu okręgu AK i miał uprawnieniem do noszenia i używaniu aparatu fotograficznego. Kilkaset zdjęć ukazujących życie mieszkańców i żołnierzy Śródmieścia to jeden z najważniejszych dokumentów Powstania.

Utrwalił – na pojedynczych kadrach, sekwencjach, czasem jako minireportaże – kolejne etapy zmagań, małe zwycięstwa. Zmieniająca się sceneria. Coraz mniej chwil wytchnienia. Coraz więcej ofiar. I nastroje. Od pierwszych dni, pełnych radości i dostatku, po zmęczenie. Bezradność cywili. Często niechęć i żal.
A ten ślub – to było już w drugim tygodniu powstania – to już nie były dni euforii.

fot. Eugeniusz Lokajski
Strony albumu: „Brok” Eugeniusz Lokajski 1908-1944 Fotoreporter.

Tramwaj ze Śródmieścia

Zdjęcia robione z ukrycia: opustoszałe ulice, unieruchomione tramwaje, zniszczone czołgi. Pożary i zgliszcza. Chwile odpoczynku i namiastka normalnego życia tylko na małych, zamkniętych podwórkach. Mieszkaniach zamienionych na kwatery, szpitale, zbrojownie. Podwórka kaplice i podwórka cmentarze.

Z kadrami wywalczonymi każdego dnia wracał do ciemni.

Zginął w 56 dniu powstania, starając się dotrzeć do sklepu fotograficznego, po brakujące materiały. Jego nazwiska nie znajdziemy na tablicach pomnika w Bayeux.

Eugeniusz Lokajski
Brok

***

Negatywy brata ocaliła Zofiia Lokajska-Domańska.

___________

Eugeniusz Lokajski „Brok”
(1908-1944) Urodził się w Warszawie. Lekkoatleta, olimpijczyk, wielokrotny mistrz Polski. Ukończył warszawski Instytut Wychowania Fizycznego. Później został wykładowcą tej szkoły.  Fotoamator. Brał udział w kampanii wrześniowej. W czasie okupacji oficjalnie pracował w laboratoriach fotograficznych. Był oficerem AK. Zajmował się dokumentacją niemieckich zbrodni i przebiegu Powstania. Zginął 25 września w Śródmieściu.
Publikacje: zdjęcia zamieszczano w powstańczych biuletynach, kilkakrotnie (np. po upadku PASTY) odbyły się pokazy filmowe.
W 2007 ukazał się album: „Brok” Eugeniusz Lokajski 1908-1944 Fotoreporter.

___________

Byli filmowcami i fotoreporterami Komendy Głównej AK lub Delegatury Rządu RP na Kraj. Ich jedyną bronią były obiektywy aparatów i kamer.  To nazwiska tylko niektórych…

Filmowcy:
Antoni Bohdziewicz „Wiktor”
Jerzy Gabryelski – reżyser
Jerzy Zarzycki „Pik”

Fotoreporterzy:
Eugeniusz Haneman
Sylwester Braun – „Kris”
Stanisław Bala – „Giza”

Page 2 of 3123