Bryan – kolory wojny

Kolorowe szybki
Kolorowane zdjęcia Bryana budzą niepokój. Po pierwsze pod względem przekazu – przy tym dokumencie ktoś grzebał. Coś zmieniał. Może dodał nie tylko kolor, może zmienił coś w samej scenie? Za to strona estetyczna nie budzi wątpliwości, ale pewność, że jest gorzej. To estetyczna pomyłka. Kolor nic nie wnosi ani merytorycznie ani dramatycznie. Raczej przeszkadza.

Fot. Julien Bryan (za Karta.org.pl)

Slajdy
Jak i kiedy powstały? Po powrocie do Ameryki Bryan zajął się sortowaniem i obróbką negatywów przemycanych dzięki pracownikom ambasady w Warszawie. Jego film „Oblężenie” obejrzały miliony Amerykanów. Opublikował reportaż w magazynie „Life” i innych.

Wybrał także cześć zdjęć, by zostały przerobione na pozytywowe odbitki na szkle. Od spodu były kolorowane farbami. Reporter wyświetlał te kolorowe slajdy podczas swoich prelekcji o agresji hitlerowskiej na Polskę.

Świadectwo
Te drażniące estetów kolorowe kadry są jednocześnie świadectwem postawy zawodowej i życiowej Bryana. Nie zachował się jak rasowy fotoreporter wojenny. Nie popędził fotografować kolejnych kampanii, zostawił to innym. Nie fotografował tematów i nie gonił za nimi, lecz spotykał ludzi. O tych spotkaniach musiał opowiedzieć.

Interesowali go ludzie i to jak na co dzień radzili sobie z grozą wojny totalnej. On już poznał tę wojnę. Rozmawiał o niej z prezydentem Starzyńskim, relacjonował i apelował do swojego prezydenta przez Polskie Radio.
Ten sanitariusz z pierwszej wojny światowej był zdziwiony i oburzony atakami lotniczymi na miejskie szpitale, ludność cywilną podróżującymi pociągami i po drogach.

Zdjęcia i filmy z wrześniowej Polski miały dotrzeć do jego rodaków. Przekonać ich o powadze sytuacji w Europie. Bryan osiągał to na wiele sposobów. Jednym z nich były właśnie te kolorowe slajdy.

KOLORY WOJNY. Oblężenie Warszawy w barwnej fotografii Juliena Bryana
wiecej

_____

Julien Bryan

(1899-1974) Urodził się w Pensylwanii. W latach 30. XX wieku pracował w Europie, dokumentując życie codzienne stolic, wydarzenia polityczne i coraz liczniejsze parady wojskowe. Na wieść o wybuchu wojny wyjechał do Warszawy. Dokumentował niemieckie ataki lotnicze na pociąg, a później w stolicy na wiele innych celów cywilnych. Był prawdopodobnie jedynym zagranicznym reporterem w oblężonym mieście. I jedynym, który skutecznie przeciwstawił się obrazowi konfliktu w Europie, jaki prezentowała hitlerowska machina propagandowa.

Wielokrotnie spotkał się z prezydentem Starzyńskim i wystąpił w Polskim Radio. 21 września opuścił Warszawę z ostatnimi zagranicznymi dyplomatami. Udało mu się wywieźć negatywy przez Berlin do Szwecji. Zmontowany materiał pt. „Oblężenie” na wiosnę 1940 roku obejrzało w kinach kilkadziesiąt milionów Amerykanów. Po wojnie jeszcze kilkakrotnie odwiedził Polskę.

Publikacje: film „Siege”

Pole walki

Kanały historyczne pełne są opowieści o zmaganiach na polach walk. Wodzowie i wojownicy, kiedy przyszli, kiedy odeszli. Jakim sprzętem kiedyś władali, a jaki teraz dominuje na „polu walki”. To bardzo jednostronny obraz wojny. Wielu reporterów wojennych uświadamia nam, że pola działań wojennych to najczęściej zwykłe pola uprawne. Te same pola, które cyklicznie, zgodnie z rytmem pór roku, od wieków wypełnione są pracą.

Niemieckie czołgi, polskie pole

To zdjęcie musiał zrobić jakiś fotograf niemieckiej machiny propagandowej – gdzieś w Polsce jesienią 1939 roku, pancerna armia III Rzeszy odniosła błyskawiczny sukces, a sytuacja jest już stabilna. W kadrze widzimy chłopa bronującego pole.

Orka od rana do wieczora. Jak zawsze – od drogi do lasu, nawrót i od lasu do drogi. I nagle po którymś nawrocie – widok wrogich czołgów na drodze. Początek okupacji. Pracę trzeba dokończyć.

Pierwsza jesienna orka pod niemiecką okupacją (fot. za Hulton-Deutsch Collection/CORBIS)

Wojna w obiektywie niemieckiej propagandy. Pierwsza jesienna orka pod niemiecką okupacją. (fot. za Hulton-Deutsch Collection/CORBIS)

Podwarszawskie kartoflisko

Inne pole. Bardzo odmienny obraz września 1939 r. świat zawdzięcza amerykańskiemu reporterowi, który na wieść o wybuch wojny przedostał się do Warszawy. Julien Bryan pozostał w Warszawie przez dwa tygodnie. Jego fotografie cywilnych ofiar niemieckich ataków lotniczych, po raz pierwszy odsłoniły „horror nowoczesnej wojny”.

Gdzieś na peryferiach oblężonej stolicy, gdzie pola ziemniaków sąsiadują z ogrodami i podmiejską zabudową. Głodni uchodźcy, kobiety i młode dziewczęta zaskoczone w odkrytym polu przy wygrzebywaniu ziemniaków nie miały szans na ukrycie. Dwie nie podniosły się już z kartofliska. Pomoc i reporter przybyli w tej samej chwili co młodsza siostra zabitej.

Zdjęcie, które stało się symbolem nowej wojny prowadzonej przez Niemcy. Fot. Julien Bryan (z archiwum syna fotografa)

Zdjęcie, które dzięki staraniom samotnego dokumentalisty stało się prawdziwym symbolem nowej wojny prowadzonej przez Niemcy. Fot. Julien Bryan (z archiwum syna fotografa)

Od rana do wieczora. Żniwa na normandzkich polach.

Większość sprawozdawców prasowych z Normandii wspomina, że podczas inwazji w 1944 roku bydło, raczej spokojnie, pasło się na polach, a francuscy chłopi pracowali, jak każdego lata. Starali się uprawiać odgrodzone murami pola, tylko że co chwila któryś upadał ranny lub zabity.

Tego samego lata chłopi włoscy mieli więcej powodów do niepokoju. Ich kraj zmieniał koalicję. Wielu uciekało przed frontem nawet w ostatniej chwili, pozostawiając dobytek. Marek Święcicki w jednym z włoskich reportaży (z cyklu „Ostatni rok wojny”) opowiada o walkach nad rzeką Metaro. Po całodziennych zmaganiach w upale jeden z polskich oddziałów wieczornym szturmem opanował folwark. Zarządzono odpoczynek, a na rano dalszy atak przez rzekę. „Po kilkunastu minutach jednak przyszło dwóch szeregowych do dowódcy: – Panie poruczniku, musimy koniecznie zdobyć dzisiaj rzekę, bo nam bydło wyzdycha. – Jakie bydło? – Zdumiał się oficer. – No, z tego folwarku. Gospodarze uciekli, a krowy, osły i świnie są bez jedzenia, a co najgorsze, bez wody. Zwierzęta nie są winne, że jest wojna.” W zapadających ciemnościach ponowili atak i doszli do rzeki – w armii także służyli chłopi.

Od rana do wieczora. Siew w delcie Mekongu.

Robert Capa już od czasów wojny domowej w Hiszpanii dokumentował losy ludności cywilnej. W 1954 r. w czasie wojny w Indochinach nieraz był zdziwiony spokojem i determinacją Wietnamczyków sadzących ryż, podczas gdy po grobli sunęły kolumny francuskie i wietnamskie. Reportaż o chłopach z delty miał nosić tytuł „Gorzki ryż” – nie został dokończony. Capa zginął na minie, na jednym z podmokłych pól.

Kolejne armie odchodzą, a min takich jak ta, która zabiła Capę, pozostają tysiące.

Orka, siew, żniwa. Od rana do wieczora. W każdym zakątku świata. Często wojna zaskakiwała kilka razy podczas życia. Czasem była tylko wspomnieniem poprzednich generacji. Wspomnieniem czasu, gdy niektórzy nie wracają z pracy. Dzięki reporterom wojennym poznajemy determinację ludzi, wiernych prostej prawdzie – w świecie ogarniętym wojną nieuprawiane pola to pewna śmierć wszystkich.

_________

Kompletny zestaw fotografii o polach walki w galerii. Zestawienie we wpisie obu zdjęć z polskich pól sprowokowało jeszcze jeden wątek – zmagań między samotnym Bryanem a machiną propagandową Trzeciej Rzeszy, jakie rozegrały się w latach 1940-41 w Stanach Zjednoczonych. Amerykański reporter, na szczęście dla nas, wygrał swą walkę. To temat na oddzielną opowieść.

_________

Julien Bryan

(1899-1974) Urodził się w Pensylwanii. W latach 30. XX wieku pracował w Europie, dokumentując życie codzienne stolic, wydarzenia polityczne i coraz liczniejsze parady wojskowe. Na wieść o wybuchu wojny wyjechał do Warszawy. Dokumentował niemieckie ataki lotnicze na pociąg, a później w stolicy na wiele innych celów cywilnych. Był prawdopodobnie jedynym zagranicznym reporterem w oblężonym mieście. I jedynym, który skutecznie przeciwstawił się obrazowi konfliktu w Europie, jaki prezentowała hitlerowska machina propagandowa.

Wielokrotnie spotkał się z prezydentem Starzyńskim i wystąpił w Polskim Radio. 21 września opuścił Warszawę z ostatnimi zagranicznymi dyplomatami. Udało mu się wywieźć negatywy przez Berlin do Szwecji. Zmontowany materiał pt. „Oblężenie” na wiosnę 1940 roku obejrzało w kinach kilkadziesiąt milionów Amerykanów. Po wojnie jeszcze kilkakrotnie odwiedził Polskę.

Publikacje: film „Siege”

Robert Capa

(1913-1954) Endré Ernő Friedmann urodził się w Budapeszcie. Był fotografem samoukiem i asystentem berlińskich laboratoriach fotograficznych: w 1931 r. Ullstein, a później w Dephot. Po pierwszych próbach coraz częściej dostawał do ręki aparat. Pochodzenie i tematyka reportaży spowodowały, że roku 1933 musiał opuścić Berlin. W Paryżu stał się reporterem niezależnym. Robert Capa to pseudonim tajemniczego amerykańskiego korespondenta – postaci wymyślonej w latach 30. przez Gertę Pohorylle – by łatwiej sprzedawać zdjęcia obojga fotografów. Roberta Capa i Gerda Taro zyskali sławę dzięki reportażom z Hiszpanii. Hiszpańska wojna domowa była pierwszym nowocześnie dokumentowanym konfliktem. A nazwisko Gerda Taro otwiera długą listę korespondentów, którzy ponieśli śmierć podczas pracy. Capa jako reporter magazynu Life fotografował lądowanie w Normandii i walki aliantów aż do zajęcia Niemiec. Tworzył reportaże w Izraelu (1948) i Związku Radzieckiego (1947). Portretował znanych artystów. Był pomysłodawcą koncepcji niezależnej agencji fotograficznej i współzałożycielem Agencji Magnum. Zginął 25 maja 1954 r. w Thai Binh, relacjonując kolejny konflikt – wojnę we francuskich Indochinach.

Publikacje książkowe: „Death in the Making”, „Preface by Jay Allen”, „The Battle of Waterloo Road”, „Slightly Out of Focus”, „A Russian Journal”, „Report on Israel”. Oraz 326 publikacji prasowe z lat 1932-1954.

Marek Święcicki

(1912-1994) Urodził się w Odessie. W czasie studiów na Uniwersytecie Warszawskim był redaktorem tygodnika akademickiego. Nietypowy był początek jego wojennej drogi – 1 września zastał go w Paryżu. Przez Włochy, Jugosławię i Rumunię, po dwu tygodniach dotarł do Polski. Dołączył do tysięcy polskich żołnierzy, którzy właśnie udawali się w przeciwnym kierunku, do armii odtwarzanej we Francji. Po kampanii francuskiej i ewakuacji do Anglii. W armii polskiej w Szkocji redagował „Dziennik Żołnierza” później londyński „Dziennik Polski”. Od roku 1944 był korespondentem wojennym przy 1. Brygadzie Spadochronowej gen. Sosabowskiego i (brytyjskiej) 1 Armii Powietrznej. Przez osiem dni walk był pod Arnhem wraz z okrążonymi Brytyjczykami i Polakami. Później relacjonował działania armii polskiej na froncie włoskim. Po wojnie pracował w redakcji londyńskiego „Dziennika”. Od roku 1952 związał się z radiem. Prowadził audycje w Radiu Wolna Europa i waszyngtońskim Głosie Ameryki. Reportaże wojenne oraz radiowe ukazały się drukiem. Zmarł w Stanach Zjednoczonych

Publikacje książkowe: „Czerwone diabły pod Arnhem”, „Ostatni rok wojny”, „Z mikrofonem przez historię”, „Z mikrofonem przez Amerykę”.