Między kadrami Lefévrea

Na kadrach rysunkowych wygląda jak doświadczony, dojrzały człowiek. Jego twarz i wszystko wokół kreślone posępną, dostosowaną do wojennej opowieści kreską. Na kadrach fotograficznych spod zarostu i zmęczenia przebija też młodzieńczość dwudziestodziewięcioletniego Lefévre’a. Bo w tej narracji wszystko dopełnia się: wspomnienia, dawne fotografie i nowe rysunki.

Klasyczne rozwiązanie narracyjne gdy dla pełniejszego przekazu opowieść o młodzieńczej podróży snuje ktoś dojrzały (znane np. z „Imienia róży”). Historia poznawania innej kultury i samopoznania. Nowatorskie jest w tej książce inne dopełnienie: fotoreportażu i komiksu.

Kilka wojen temu w Afganistanie

Okładka albumu „Fotoreporter”

Okładka albumu „Fotoreporter”


Tom jest rekonstrukcja wyprawy Lefévre’a do Afganistanu z „Lekarzami bez Granic” w 1986 r. Scenariusz powstał kilkanaście lat później dzięki rozmowom z przyjaciółmi przy oglądaniu zdjęć i stykówek.

Interesujący jest ten odsłonięty warsztat fotoedycyjny. Widzimy reprodukowane stykówki z klisz. Są tam wybrane najlepsze kadry, te kategorycznie skreślone oraz większość zwyczajnych tylko trochę dopełniającymi historię.

Scenarzysta i rysownik tej graficznej opowieści poszli właśnie tym tropem – kluczowe zdjęcie i dopowiedzenie tego, co z drugiej strony kadru albo tego, co chwilę po zrobieniu fotografii. Co jest między kadrami.

„Reportaż to mnóstwo czekania¨

I kolejna, znakomita cecha narracji – opanowanie czasu – zgodne z subiektywnym odczuciem bohatera. Nie ma prostych komiksowych formuł: „wtem” lub „po dwu tygodniach”. Znużenie i irytacja postaci udziela się nam. Niewielu rysowników to potrafi.

Opowiadanie o życiu Didiera wśród lekarzy i ich pacjentów w skrajnych warunkach pogodowych i blisko frontu. Wyprawa, relacje z przewodnikami, juczenie konia, nocleg na kilku tysiącach metrów. W doświadczonym zespole dbali o to inni, on skupiał się na fotografowaniu. Teraz skusił się na samodzielny powrót do Pakistanu. Mieszczuch z plecakiem klisz w górach.

________
Emmanuel Guilbert (scenariusz i rysunki) – Didier Lefévre (scenariusz i fotografie) – Lamercier (kolorystyka), „Fotograf”, Wydawnictwo Komiksowe 2013

________
Didier Lefévre

(1957-2007)
Wyjazd do Afganistanu w 1986 r. ukształtował jego drogę zawodową i życiową. Po podreperowaniu zdrowia wracał tam wielokrotnie. Publikował między innymi w „L’Express”, „Editions Oust France”.

Steve McCurry, jego Afganistan i świat

To jemu zawdzięczamy obraz wojny afgańsko-rodzieckiej. Był pierwszym fotografem, któremu udało się przełamać blokadę informacyjną i izolację terenów ogarniętych wojną. Znał już kraj. Jego debiutancki reportaż z 1979 r. to portret grupy. To czarno-biała opowieść o oddziale mudżahedinów Abdula Ralufa walczących z chwiejącym się już komunistycznym rządem. Niestety najgorsze miało dopiero nadejść.

Fot. za stevemccurry.com

Steve McCurry i Abdul Raluf. 1979 r. Podczas kolejnych wizyt fotograf jeszcze bardziej przypominał Afgańczyka. (Fot. za stevemccurry.com)

Afganistan
Rosjanie ruszyli na pomoc rządowi w Kabulu w nocy z 23 na 24 grudnia 1979 r. Po latach kolejnych sukcesów i ciągłej okupacji okazało się, że kontrolują właściwie tylko 25% kraju. Coraz brutalniejsze akcje przekształcają konflikt w wojnę totalną i tylko zwiększają opór mudżahedinów.  Po 1986 r. wspierani dostawami amerykańskiej broni Afgańczycy powoli przejęli inicjatywę. Wojna zakończyła się wycofaniem Rosjan  i upadkiem władzy komunistycznej w 1989 r.

Sharbat Gula

Zdjęcie dziewczynki o oczach w których przerażenie miesza się z nadzieją powstało wśród dziesiątek tysięcy uciekinierów do Pakistanu. Było wielokrotnie opisywane. Pochodzi z okresu najbrutalniejszych akcji wojsk radzieckich w Afganistanie. Terror coraz częściej stosowały też oddziały partyzanckie. To kraj milionowych ofiar lat 80. Dzisiejsze ofiary wydają się liczniejsze, bo na terenie Afganistanu działa wielu korespondentów, podczas okupacji radzieckiej świat poznawał tylko nieliczne kadry, w tym, Steva McCurry’ego. (Nie znaczy to czywiście, że dziś cierpienia ofiar wojny są mniejsze pisze o ilości komunikatów.)

W 2002 r. odnalazł Sharbat Gulę, bohaterkę  ze słynnego zdjęcia z 1984 r.  z okładki „National Geographic”.

Sharbat w 2002 r. zdjęcie na stronie portrecisty.

Sharbat w 2002 r. zdjęcie na stronie portrecisty.

Kuwejt wyzwolony, wojna odczarowana
W latach 80. McCurry fotografował życie codzienne i konflikty: walki w Bejrucie, wojnę irańsko-iracką. Dojrzewał. Był jednym z fotoreporterów, którzy pokazali pełny obraz pierwszej wojny w Zatoce Perskiej. Siły koalicji antysaddamowskiej wyzwoliły Kuwejt, a agencje fotograficzne zostały (niestety) zalane zdjęciami o charakterze przygodowym, podkreślających spektakularność działań albo fotogeniczność nowoczesnego sprzętu. McCurry pokazał brutalność, ofiary i następstwa wojny z 1991 roku. Nagrody World Press Foto (dla Turnley’a, McCurry’ego, Slagado) w pewnym stopniu odczarowało obraz tej wojny jaką wcześniej niosły media.

Jego kadry mogą przerazić. Wcześniej, jako portrecista pokazywał jak wojna odciska piętno na twarzach i w spojrzeniach bohaterów (galeria poniżej). Jako dokumentalista wojny potrafi być dosadniejszy i jeśli to konieczne nie unika drastyczności.

Ponownie Afganistan
Afganistan pozostaje pasją Steve’a i jednym z jego głównych tematów. Wracał tu w latach 90. podczas wojny domowej z Talibami, oraz po inwazji NATO w 2001 r.

Kolorowe zdjęcia pełne są brudu i krwi, które zastąpiły szorstką malowniczość czarno-białych kadrów przedstawiających walecznych mudżahedinów. Popatrzmy na zdjęcia rannych chłopców, popatrzmy na dziecko i karabin u stóp wojownika. Porównajmy też portrety dziewczyny z roku 1984 i  z roku 2002. Wojny trwają, McCurry nadal fotografuje, ale walka nie jest żadnym rozwiązaniem. Nadzieja mudżahedinów z roku 1979 mogła się udzielić młodemu fotografowi. Ten brodaty, uśmiechnięty fotograf ze zdjęcia dziś nie ma już złudzeń. Wojna to wojna.

Kolejna generacja Afgańczyków zna tylko walki bratobójcze albo obcą interwencję.

Świat
McCurry jest korespondentem wojennym a także reporterem i rasowym portrecistą. Potrafi zachwycać się ludźmi i światem. Pokazywać nam jego piękno, często bardzo surowe.
Więcej zdjęć na stronie reportera stevemccurry.com

_____
Steve McCurry (1950) Amerykanin urodzony w Filadelfii, mieszka w Nowym Jorku. Rozpoczął pracę reportera w latach 80. w Afganistanie. Zdecydował się na ryzykowną pracę w przebraniu i przemycanie negatywów.  Był pierwszy fotografem, który publikował reportaże afgańskie w zachodnich mediach. Dokumentował konflikt Irańsko-Iracki, walki w Bejrucie, wojny w w Zatoce Perskiej. Fotografuje: Azję, Afrykę i Amerykę. Wielokrotnie nagradzany, także World Press Foto 1984, 1991.

Żołnierze anioły – portrety

Na pierwszy rzut oka: jasne wnętrze, duży stół do prasowania, na nim flaga, żelazko. Żelazko i spryskiwacz jako bohater reportażu? Nie, to sposób opowiadania reportera Philipa Cheunga. Podpis: Mortuary Affairs collection point, Kandahar Airfield, Afghanistan. Tutaj martwa natura opowiada.

Cheung tworzy klasyczne reportaże o „codzienności” ludzi żyjących w strefie konfliktów i życiu żołnierzy wysłanych w te miejsca. Często także portretuje ludzi. Jego bohaterami zostają zarówno premierzy, jak i pucybuci. Widać, że pracując nad reportażem częściej myśli o bohaterach niż o wydarzeniach.

Portrety opowiada
Jednym z jego projektów jest cykl „Żołnierze anioły”, w którym minimalnymi środkami udało mu się opowiedzieć o żołnierzach. Po pierwsze o tych portretowanych, którzy nie walczą z bronią w ręku. Po drugie – przypomnienie o tych z frontu, którym się nie poszczęściło… Bo to właśnie „żołnierze anioły” z pododdziału pogrzebowego mają zająć się ich ostatnią drogą.

Formalnie to właściwie zdjęcia legitymacyjne, paszportowe i pojawiające się (co kilka klatek) proste „martwe natury we wnętrzach”. Jest w nich obecne niesamowite napięcie.

Prosta opowieść. Jednocześnie poruszająca sprawy podstawowe.

Cały reportaż jest tu na stronie fotoreportera

Fotoreportaż z iPhona

Damon Winter z „New York Timesa” postanowił używać iPhona. Nie otrzymujemy jednak kadrów charakterystycznych dla uczestnika zdarzeń, który miał pod ręką telefon czy kieszonkowego aparat. Winter pozostaje rasowym fotoreporterem.

Wystylizowany fotoreportaż z Afganistanu
W wystylizowanych kwadratach zachowane są krótkie chwile wytchnienia i spokoju podczas misji żołnierzy amerykańskich z 10. Dywizji Górskiej. Przerwa na kamieniach, na papierosa, na kanapkę, spojrzenie ponad karabinem maszynowym na ostatnie promienie słońca. To były także chwile odpoczynku dla fotografa.

fot. Damon Winter (za nytimes.com)

Fotograf też odpoczywa używając elektronicznego gadżetu, fotogrfuje. fot. Damon Winter (za nytimes.com)

Nawet łuski mają wolne
Tu nawet wystrzelone łuski i skarpety odpoczywają w malowniczych pozach. Ale to tylko drobne migawki i fragment z rocznego pobytu w Afganistanie. Zdjęcia na iPhonie powstawały gdy podstawowy aparat reportera pracował w trybie kamery, podczas realizacji filmu „Rok na wojnie” o żołnierzach 1. Batalionu, 87 Pułku, 10 Dywizji.

fot. Damon Winter (za nytimes.com)

Wylegujące się łuski. fot. Damon Winter (za nytimes.com)

Nie powinny nas zwieść – stanowią tylko niewielki fragment całości. Pełen portret bohaterów dostajemy w reportażu filmowym. To film oddaje nerwowość patrolu, huk wystrzałów, akcję. Operuje mrocznym światłem.

Cały fotoreportaż oraz fragmenty filmu.

Pożegnania

Dzień zaduszny w oczywisty sposób skłania do wspomnień o tych, którzy odeszli. We wspomnieniach pomagają nam zdjęcia. Dokumentują zarówno wspólnotowy jak i osobisty wymiar śmierci, przedstawiając żegnających, także najbliższych. Podczas tych chwil, co chwila w kadrze pojawia się jakieś mała fotografia portretowa z czarną wstążka.
To jak próba przedłużenia obecności ale już początek wspominania.

Nie takie powroty
Nie takiego powrotu oczekiwały rodziny i przyjaciele. Te sceny powitania w kraju, pożegnania na wojskowym cmentarzu, a także wspomnień i odwiedzin znajdziemy na znakomitym foto-blogu „Denver Post”. Migawki z wojskowego cmentarza Arlington zrobione przez wielu fotografów kilku agencji układają się w przejmującą opowieść.

Fot. John Moore (za DenverPost.com)

Arlington 27 maja 2007, trzy miesiące od śmierci narzeczonego, zdjęcie Johna Moore’a/Getty Images (za DenverPost.com)

Garść zdjęć, garść wspomnień
Garść zdjęć Kuby Dąbrowskiego przywiezionych z Afganistanu opowiada o pożegnania poległego polskiego żołnierza. Koledzy żegnają kolegę, nazajutrz po jego śmierci w walce. Galeria na stronach Polityka.pl.

Fot. Kuba Dąbrowski (za Polityka.pl)

Koledzy żegnają kolegę. Baza Ghazni, Afganistan, 20 grudnia 2009 r. Fot. Kuba Dąbrowski (za Polityka.pl)

Modlitwa za żywych i umarłych
Fotoreportaż Johna Moore’a na stronach tygodnika „Life” przedstawia życie i posługę kapelanów armii amerykańskiej. Fotograf opowiada o rozmowie ale i o wysłuchiwaniu, o modlitwie oraz o pożegnaniach.

____

Dwa zdjęcie Moora znajdują się także w galerii z Arlington.

Zmaganie o życie

Garstka z pierwszej linii – walcząca o coś (a przeważnie o przeżycie swoje i kolegów) jest wspomagana  przez armię ludzi na zapleczu. Przede wszystkim zespoły medyczne, gotowe w każdej chwili zmagać się o ich życie.

Oto rezultat pracy Justina Sullivana i Chrisa Hondrosa – fotoreporterów, który na co dzień towarzyszyli polowym sanitariuszom, ratownikom oraz chirurgom szpitali, polowych i tych w większych ośrodkach amerykańskiej armii.  Fotoreportaż o zespołach medycznych w Afganistanie opublikowany przez znakomity fotoblog Denverpost.

Justin Sullivan Getty Images za Denverpost

Fot. Justin Sullivan / Getty Images (za Denverpost)

Codzienna praca ratowników i lekarzy przyjmowana jest jako oczywistość. Dostrzegamy ich przeważnie w momentach katastrof i dużych akcji zbrojnych, jak w Afganistanie.

Fot. Justin Sullivan/Getty Images (za Denverpost)

Fot. Justin Sullivan/Getty Images (za Denverpost)

_____________

O mniej spektakularnym aspekcie wojny opowiada fotoreporter Kuba Dąbrowski w podkascie „Mnotonia wojny” na Polityka.pl O powtarzalności i banalność kolejnych dni podczas służby w Afganistanie oraz o krótkich chwilach, które potrafią stworzyć między ludźmi szczególną więź.

Fot. Kuba Dąbrowski (za Polityka.pl)

Fot. Kuba Dąbrowski (za Polityka.pl)