Poza fotografiami – Tim Mantoani

To ludzie wielkiego formatu, poznajcie ich! – wydaje się krzyczeć Tim Mantoani ustawiając Polaroida  20×24 cale. Na jego portretach fotograficy pozują z odbitkami swoich najbardziej znanych zdjęć. Nierozpoznawalne, w większości, twarze zostają wciągnięte w sferę własnego dzieła.

Dokument o fotografikach
Mantoani upamiętnił największych reporterów, fotografików, fotografów – tych którzy  zawsze pozostają poza kadrem. Widzimy portrety portretujących: miasta i naturę, ludzi i zwierzęta, przywódców i uciekinierów, artystów i demonstrantów.

fot. za mantoani.com

Autor projektu pozuje przy swoim Polaroidzie 20x24 cale. Fot. za mantoani.com

Autografy
Na kartach albumu zreprodukowano odbitki w skali 1:1, z ich naturalnymi kliszowymi ramami. Są opisane i sygnowane przez fotografików. Nie ma jednak wrażenie amatorskiego albumu z autografami. Widać perfekcję techniczną i dobry kontakt z portretowanymi. Jednolitość stylistyczna portretów w atelier pozwala złagodzić różnice osobowości i rozbieżne stylistyki dzieł.

W orbicie wielkich Elwis, Al Wertheimer, Tim Mantoani. Fot. Tim Mantoani (za mantoani.com)

W orbicie wielkich Elwis, Al Wertheimer, Tim Mantoani. Fot. Tim Mantoani (za mantoani.com)

To już drugi poważny album Tima Mantoaniego, lecz dopiero nim :) wkroczył w orbitę największych tuzów świata fotografii. Na szczęście dla nas, to nie tyko notes z autografami oraz nowojorskie wydarzenie towarzyskie. To wciągający dokument i próba zmierzenia się z samym medium.

Zaskakujące sąsiedztwo

Na ścianie nowojorskiego Międzynarodowego Centrum Fotografii zawisły obok siebie dwie fotografie. Ich powstanie dzieli blisko 60 lat oraz kilka tysięcy kilometrów.

Pierwsze – czarno-białe, ziarniste i lekko poruszone – zrobione rankiem 6 czerwca 1944 r. przez Roberta Capę na normandzkiej plaży o kryptonimie „Omaha”. W jednym z najkrwawszych miejsc i momentów II wojny światowej. Jest ikoną amerykańskiego udział w wojnie na terenie Europy.

Plaża Omaha - Zdjęcie Roberta Capy z 6 czerwca 1944r. (Fot. za Wikipedia)

Obok, po prawej wisi mały kolorowy kadr z telefonu komórkowego, mizernej jakości pełen pikselowych zakłóceń. Przedstawia zakapturzoną postać stojącą na stołku – torturowanego Irakijczyka. Stało się ikona amerykańskiego udziału w tej wojnie. Autor nie jest znanym fotoreporterem, to fotografia zrobiona telefonem przez uczestnika wydarzeń – żołnierza, który pozostał anonimowy. Zdjęcie świadka wykonane 4 listopada 2003 r. w Abu Gharib w Iraku.

fot. duncan / Flickr CC by 2.0

Scena tortur z Abu Gharib funkcjonuje jako rozpoznawalną ikoną. fot. duncan / Flickr CC by 2.0

Omaha i Abu Gharib – obrazy dwu Ameryk
Nagle zestawiono obrazy dwu innych światów. Zderzyły się także wyobrażenia o żołnierzach demokratycznego państwa. W pierwszej połowie XX wieku wierzyliśmy, że do złego byli zdolni wyłącznie wrogowie – hitlerowcy. W ostatnich dziesięcioleciach kolejne społeczeństwa wysyłając swych żołnierzy do obcych krajów odrabiają tę samą lekcję. Często pokazują to reporterzy (np. Sebastian Junger i Tim Hetherington – twórcy „Wojny Restrepo”), czasem docierają do nas relacje świadków.

Dokument
Zdjęcia nie tylko przedstawiają to, co w kadrze. Wiele mówią o naszym podejściu do tego medium i stosunku do fotoreportażu. Praca Roberta Capy jest symbolem dziennikarstwa fotograficznego pierwszej połowy XX w. W nowym wieku zawód fotoreportera traci na znaczeniu, zastąpiony migawkami wideo i zdjęciami robionymi przez uczestników wydarzeń.

Siła medium
Czy coś jeszcze zostało? Pozostaje nasza wiara we właściwości dokumentacyjne medium. Mimo złej jakości technicznej a może właśnie dzięki niej oba zdjęcia, zarówno to z 1944, jak i to z 2003 r. odbieramy jako autentyczne. Wiarygodne, nie retuszowane pędzlem ani photoshopem.

Dyskusję zapoczątkowaną przez kuratorów centrum muzeum ICP podjął między innymi autor Bloga Prisonphotography.