Qamar Hashim – optymista z Iraku

Fotografie z Iraku, fotografie z Afganistanu – od dekady obrazy wojny, tysiące ujęć, do których przywykliśmy. Afganistan to przecież ciągła wojna (przypomnijmy choćby fotoreportaże Steve’a McCurry’ego z końca lat 70. XX wieku - wpis). Irak nie lepiej. Najpierw walki z Iranem, później dwie wojny w Zatoce Perskiej i siedmioletni okres „stabilizacji Iraku”.

Optymista
I nagle fotografie optymisty. Kobiety niosące na głowach tace z ciastkami, chłopcy podglądający życie ulicy przez szczelinę nad progiem domu, śpiący bukinista. Okazuje się, że w tym bliskowschodnim kraju, oprócz ruin i niewypałów, ktoś dostrzega szklankę z herbatą, świecę w herbaciarni albo drapieżnego ptaka. Publikuje je Al Djazeera, Reuters i zachodnie gazety.

Zdjęcie bukinisty ma przykurzony i szorstki czar bliskiego wschodu. Mamy nadzieję, że książki będą tam potrzebne i sprzedawca się przebudzi, jak świat który symbolizuje. Równie znaczący jest uliczne zdjęcie dziewczynki z kucykami, za którą widzimy rynsztunek żołnierza. Ten portret nie jest idealny, kadr został trochę boleśnie przycięty, ale udało się go uratować.

W tych fotografiach zwróćmy uwagę na położenie aparatu. Obiektyw spogląda z góry na twarz dziewczynki ale jest na wysokości ramion otaczających ją dorosłych. Nasz fotograf – optymista ma 8 lat i sięga nam do ramion.

Urodził się zaraz po amerykańskiej inwazji. Wie, że żołnierze zniszczyli ich dom gdy był w brzuchu mamy. Teraz obcy już odeszli, a rodzina mieszka w nowym domu. Ojciec Sułtan Hashim jest fotoreporterem, dał mu pierwszy aparat i wspiera syna. Chłopiec chce być taki jak ojciec.

Dokument uczestnika
Irak i Afganistan – zdjęcia, do których na prawdę przywykliśmy. Tylko czasem jakiś fotoreporter patrzy na konflikt inaczej np. przykład Winter – (wpis) albo Cheung – (notka). I wtedy dowiadujemy się więcej. Pytamy, bo zachęcają do stawiania pytań. Czasem są to zdjęcia osobiste uczestników wydarzeń, bo tu służył Jim, a tu Radek. Oglądając powstrzymujemy pytania, traktujemy je jako osobistą, złagodzoną formę wspomnień uczestników.

Podobnie traktuję zdjęcia irackiego chłopca. Nie chcę dopytywać, wiedzieć czy ojciec pomógł skadrować zdjęcie z dziewczynką. Przyjmuję jego świat, jaki jest. Qumar też jest dla mnie uczestnikiem dokumentującym wydarzenia. Wierzę w jego świat i próbuję się zarazić jego optymizmem.