O drodze przez Kołymę

Najnowszy tom Hugo-Badera napisany jest w dwu rytmach. Pierwszy wyznaczają, jak kamienie milowe – drobne zapiski, publikowane z drogi, na bieżąco w portalu gazeta.pl. Ten dziennik podróży dostajemy teraz uzupełniony o obszerniejsze formy reportażowe.

Jacek Hugo-Bader „Dzienniki kołymskie”

Dopełniają one znaną już opowieść w sposób zaskakujący. Wymiana zdań z dziennika okazuje się fragmentem całonocnej rozmowy. Bohater notki pokazuje swoje głębsze oblicze, bywa że jest odwrotnie i rozczarowuje nas. Czasem opowieść o życiu okazuje się zmyślona lub skradziona, zasłyszana na szlaku od kogoś innego.

Elementy starych zwyczajów, wierzeń szamańskich, to że człowiek na szlaku jest święty egzystują ze światem posowieckim, mniej lub gorzej zachowanymi pamiątkami komunizmu oraz z tym, co przyszło na przełomie wieków – władzą powiązaną z biznesem, bezwzględną konkurencją o koncesje i działki złotonośne. Współczesna Kołyma to cmentarzysko gułagu rozkopywane maszynami górniczymi. I nie jest to przenośnia.

To także kraina spirytusu pitego ratowniczo, w sytuacji skrajnej, w obronie przed zamarznięciem. Ale i codziennie na znak towarzyskiej szczerości, dla rozrywki, ukojenia nerwów i duszy. Dla znieczulenia.

Autor jest nie tylko narratorem. On jest tam jako osoba i opisuje swoje zanurzenia w tę rzeczywistość i odnajdywanie się w niej. Chyba to własne odnajdywanie zaczyna go fascynować na równi z przedstawianiem świata.

Hugo-Bader wspomina Sołżenicyna i jego opowieści o Kołymie – świecie skrajnym, w którym tylko nieliczni zachowują człowieczeństwo. Ale częściej odwołuje się do kołymskiej narracji Szołochowa – krainie pozostawionej przez Boga i pozbawionej nadziei. Ta druga, brutalniejsza wizja krainy jest reporterowi bliższa. Mówi o tym i pisze mocno, ale mimo wszystko całość „Dzienników” jest poszukiwaniem ludzkiej szczerości i nadziei. Reporter nie chce skończyć, dodaje kolejne rozdziały, a w nich akcenty jaśniejsze. Broni nas przed pustką i rozczarowaniem. I w tym jest mimo wszystko coś sołżenicynowskiego.

____________
Jacek Hugo-Bader „Dzienniki kołymskie”

Siedem dróg świata

Z wydanych ostatnio reportaży o lekturę aż proszą się te o szlakach: kołymskim – Jacka Hugo-Badera oraz szlakach człowieka Teda Conovera. Tytuł „Szlaki człowieka” może mylić, jeśli nie pamiętamy tekstów Conovera z „NG” albo „NYT”. Nie jest to kolejna książka podróżnicza, lecz sześć reporterskich opowieści o drogach świata. Uzupełniają je eseje o sposobach podróżowania, poszukiwania i budowania drogi.

Biała droga
Na przykład sacbe. Dobrze znamy drogi imperium rzymskiego, a ich idea jest zrozumiała. Cywilizacje prekolumbijskie pozostawiły po sobie inny rodzaj drogi  - sacbe (biała droga). Brukowane, często wapienną zaprawą, były szerokie nawet na 15 m, zbyt szerokie jak na potrzeby komunikacyjne. Łączyły miejsca kultu, ale nie w formie do jakiej przywykliśmy. Wiodły wzdłuż linii przesilenia słonecznego i często urywały się z dala od świątyni, wcale nie zmieniały się w siatkę uliczek ani nie kończyły placem przed świątynią. Do dziś bywają niezauważone, czasem widać je z samolotu lub o szczególnej porze.

Sacbe były szlakiem rytualnej pielgrzymki, tłumnych procesji. Podążanie nimi było bliższe oddawaniu się modlitwie w europejskiej katedrze. Można taką drogą po prostu podróżować, podobnie pod dachem katedry można się chronić się przed deszczem, ale nie po to te obiekty powstały.

Szlaki
Pierwszy reportaż opowiada o współczesnej drodze hebanu z dżungli Peru. Szlaku między dziewiczą dżunglą a cywilizacją pożądającą jej skarbów. Dobra natury eksploatowane bez umiaru czy zamknięte w rezerwatach bez względu na potrzeby ludności?

Kolejny temat to enklawa muzułmańska w północnych Indiach, do której zimą dociera się przez kanion po zamarzniętej rzece. Młodzi odchodzący z wioski do szkoły z internatem. Droga do nowego, do cywilizacji. Czy ktoś kiedyś wróci?

Szlak z wybrzeża Kenii do Ugandy, do serca kontynentu i centrum, z którego rozprzestrzenił się AIDS. Jak? Tak jak żołnierze, stewardzi samolotów i kierowcy ciężarówek. Jedna droga dla wirusa i dla pomocy humanitarnej oraz lekarstw.

Dyżury z załogą karetki pogotowia na ulicach największego miasta Afryki – Lagos. W nocy ekipy nigdy nie wyjeżdżają – jest zbyt niebezpiecznie. Co ten kontynent ma i potrzebuje od rozwiniętego świata?

Wycieczka z chińskimi biznesmenami, którzy nareszcie mogą się poruszać własnymi, prywatnymi samochodami. Smog i zanieczyszczenia połączone z radością zanurzenia w nowoczesności. Warto?

Swoje wspomnienia – nastolatka pierwszy raz pędzącego przez drogi środkowego zachodu USA skontrastował z podróżami opancerzonym samochodem z izraelskimi żołnierzami patrolującymi zachodni brzeg i Palestyńczykami brnącymi przez zapory, bramki, zasieki, godzinne kolejki do pracy.

Broadway
Jeszcze jedna, siódma opowieść o drodze w Stanach Zjednoczonych. Historia rodziny autora i Nowego Jorku opowiedziana historią Broadwayu. Zasługuje na samodzielny rozdział.

Reporter opowiadając o spotkaniach z ludźmi na drodze, ich marzeniach i problemach wciąga nas w problemy świata początku wieku. Nie spekuluje tylko dokumentuje. Dokąd podążamy?


_____________

Ted Conover „Szlaki człowieka”, Wydawnictwo Czarne