Niania w Nowym Jorku

Spacerowała ulicami miasta. Najbardziej lubiła Rolleiflexa. Na jego mlecznej szybie świat zawsze wygląda magicznie. Aż kusi, żeby scenki w pudełku zatrzymać na dłużej. Kadry z codziennego życia utrwalone przez Vivian Maier na czarno-białym negatywie traciły kolor, ale zachowały tę magię. Miała oko rasowego reportera, ale przez większą cześć życia pracowała jako niania.

Vivian Maier, jej miasto i jej Rolleiflex - autoportret. (Fot. za vivianmaier.com)

Vivian Maier – odkrywanie Nowego Jorku
Dorobek Maier bardziej przypomina postawę Bartelta i Augustisa (opisanych w notce Fotografowie miast), niż słynnego portrecistę tego samego miasta – Stiegliza (notka Stieglitz – fotograf Nowego Jorku).

Fotografować zaczęła, gdy mieszkała w Chicago. Aparaty były nieodłącznymi towarzyszami jej wakacyjnych podróży. Dwudziestowieczna miłośniczka fotografii. Spośród tysięcy amatorów wyróżnia ją oko. Lubiła przechodniów – stworzyła setki anonimowych portretów. Lubiła miasto – scenki rodzajowe, babcie z dziećmi, sprzeczki z policjantami, aresztowanie pijaka. Najważniejsze są te jej fotografie z ulicy.  To były ulice najważniejszych miast tego czasu. Jest w tym przekora, bo wiele z nich zaprzecza „mitowi Ameryki”. Jej negatywy są jak wehikuł czasu. Pozwalają odkrywać Amerykę inną niż ta z produkcji hollywoodzkich.

Odkrywanie Vivian Maier
Zaczęło się od pudła z negatywami, które miłośnik historii Chocago, John Maloof, kupił z myślą o książce swoich znajomych. Ostatecznie żaden kadr nie znalazł się w publikacji, ale w ciągu roku John dotarł do większości dorobku Vivian. Poświęcono jej kilka blogów, jeden z najlepszych to vivianmaier.blogspot.com a ostatnio powstała profesjonalna strona internetowa vivianmaier.com. Otwarta dzięki stworzonej przez Malofa – Maloof Collection.

______
Vivian Maier
(1926–2009) Niewiele wiemy o jej życiu. Urodziła się w Nowym Jorku. Dorastała w Paryżu, w wieku 25 lat wróciła do USA. Mieszkała w Nowym Jorku, Chicago i znowu w NY. Fotografowała w chwilach wolnych od pracy i podczas podróży. Zostawiła po sobie 100 tysięcy negatywów. Części nie wywołała.

Bibliografia
Je dorobkiem zajmuje się Maloof Collection. Wydał album „Vivian Maier – Street Photographer” oraz ostatnio stronę internetową vivianmaier.com

Pocałunek w Vancover

Centrum zamieszek ogarniających Vancover. Wśród zgiełku na jezdni całująca się para. Jak na trawniku w parku. Chwila ciszy w oku cyklonu? Sielanka zakochanych zapominających o świecie wokół? Młodzi o stalowych nerwach obojętni na rozczarowanych kibiców i równie napompowanych adrenaliną policjantów? Może więc nie było tak wielkiej zadymy? To zdjęcie jest przykładem, jak jeden kadr potrafi wpłynąć na nasze wyobrażenie o wydarzeniach.

Rich Lam/Getty Images

Zdjęcie młodych Kanadyjczyków natychmiast obiegło świat. Fot. Rich Lam/Getty Images

Całująca się para
Zaskakująca scena uwieczniona w kadrze Richa Lama natychmiast obiegła świat. Lubimy dopowiadać sobie to, co było przed i to, co nastąpiło później. Tak, by historia układała się nam w całość. Tak jak kilka kropek oko układa sobie w linię, a znaczki „dwukropek nawias” w buzię. Lubimy się łudzić.

Znieczulenie zamiast sielanki
Zdjęcie jest niesamowite, ale dopiero film pokazuje całą scenę i przerażenie dziewczyny. Nie każdy wieczór w mieście kończy się w samym sercu zamieszek, wśród demolowanych sklepów, palonych samochodów i szarż policji. To miało być znieczulenie po upadku, a nie umizgi.

Niezbędne jest dłuższe spojrzenie i inny punkt widzenia. Przypomnijmy sobie zdjęcie Abda z Haiti.