Obiektywy na gdańską stocznię

Timothy Garton Ash wspomina, że w sierpniu 1980 r., gdy władze komunistyczne podjęły negocjacje ze stoczniowcami, to przedstawicielom rządu najbardziej przeszkadzała ciągła transmisja obrad za pomocą radiowęzła zakładowego oraz obecność setek dziennikarzy i kilkudziesięciu zachodnich stacji telewizyjnych.
Żądanie ograniczenia cenzury było jednym z wcześniejszych postulatów komitetu strajkowego.

Wśród internetowych galerii Polityki dwa spojrzenia na Stocznię Gdańską. Sprzed trzydziestu lat i z tego roku.

Tamten wyjątkowy, pełen nadziei sierpień w obiektywach fotoreporterów związanych ze Stowarzyszeniem Dokumentalistów „Droga” – Macieja Osieckiego i Adama Haydera. Galeria „Stocznia pełna nadziei”.

Fot. Adam Hayder / Stowarzyszenie Dokumentalistów "Droga" (za Polityka.pl)

(Fot. Adam Hayder za Polityka.pl)

Fotoreportaż „Życie na micie” Michała Szlagi powstał podczas artystycznej akcji gdańskiego rzeźbiarza Grzegorza Klamana. Ogórek „Subiektywnej Linii Autobusowej” zabiera nas w miejsca, gdzie legenda zderza się z problemami wszystkich europejskich stoczni.

Fot. Michał Szlaga (za Polityka.pl)

Fot. Michał Szlaga (za Polityka.pl)

303. wchodzi do walki

30 sierpnia 1940 r.  Narasta powietrzna bitwa o Anglię i zagrożenie wyspy, ale piloci Dywizjonu 303 niecierpliwią się podczas kolejnego lotu treningowego. Jeden z nich odłącza się od szyku i po krótkiej walce zestrzeliwuje niemiecki myśliwiec. Po powrocie na lotnisko Northolt czeka go reprymenda dowództwa oraz gratulacje… tego samego dowództwa i wszystkich kolegów. Tym bardziej, że następnego dnia dywizjon przeniesiony zostaje do służby frotowej.

Fot. Arkady Fiedler (za National Geographic)

Po walce. Mechanicy Dywizjonu 303 przy Hurricane. Fot. Arkady Fiedler (za National Geographic)

Polska jednostka szybko stała się jedną z najskuteczniejszych formacji alianckich, zwracając na siebie uwagę mediów. Jednym z korespondentów był znany podróżnik Arkady Fiedler. Opisując tę pierwszą scenę walki pisarz, porucznik rezerwy nieco złagodził wydźwięk omijania rozkazu jednocześnie dodał jej rozmachu. Połączył kilka pierwszych zwycięstw dywizjonu w jedną porywającą sekwencję.

Fot. Arkady Fiedler (za National Geographic)

Jan Zumbach i Kazimierz Daszewski po locie. Fot. Arkady Fiedler (za National Geographic)

Wieść o wybuchu wojny zastała pisarza na wyspie „wiecznych wakacji” – Thaiti. Nie uległ jej czarowi i w lutym 1940 r. udało mu się dotrzeć do Francji, później do Anglii. Tu poznał pilotów dywizjonu. Być może obfitujące w przygody życie podróżnika spotkała się z uznaniem pełnych  fantazji lotników.  Porozumienie było lepsze niż z korespondentami prasy wojskowej a nawet piszącymi pilotami. Znajomość i pobyty (we wrześniu i październiku 1940 r.) wśród pilotów zaowocowała powstaniem legendarnej książki.

Fiedler (za Bernardinum)

Autor książki i Witold Urbanowicz na stronie wydania oficyny Bernardinum

Książkę wydano w Wielkiej Brytanii po polsku i po angielsku. W okupowanym kraju krążyły opowieści o sukcesach polskich pilotów pochodzące z nielegalnego odsłuchu audycji BBC. Pierwsze egzemplarze książki szybko zostały przemycone do kraju. A już w 1943 r. podziemne drukarnie dokonały pierwszych przedruków.

Te konspiracyjne wydania „Dywizjonu 303” są fascynujące. Oto fragment wstępu do warszawskiego wydania „Oficyny Polskiej”:

„Musimy na tym miejscu przeprosić Arkadego Fiedlera, że wbrew obowiązującym prawom autorskim, wydaliśmy Jego książkę bez porozumienia z Nim. Jesteśmy pewni, że nam to wybaczy. Napewno ucieszy się, że wytwór Jego pracy trafił do podziemi, do spragnionego czytelnika dobrej, nowej, polskiej książki. Ucieszy się, że każde żywe słowo ręcznie składał podziemny zecer, żołnierz jednej sprawy. Ze swojej strony życzymy sobie aby drugi nakład zajmującej książki wolnego autora o wolnych lotnikach, nad wolną ziemią angielską, ukazał się już w wyzwolonej ojczyźnie.

[...]
Warszawa, wrzesień 1943 r.”

Gdy dziś bierze się do ręki podziemne wydanie, udziela się radość konspiracyjnego zecera, redaktora i prawdopodobnie pisarza.

W okupowanej Polsce ukazały się cztery wydania książki. Trzy w Warszawie i jedno w 1944 r. nakładem czasopisma „Chrobry Szlak” związanego z kieleckim środowiskiem NSZ. Muzeum Arkadego Fiedlera nadal poszukuje egzemplarza z edycji kieleckiej.

Na zdjęciach wydanie „Oficyny Polskiej” z 1943 r. Zdjęcia z archiwum rodziny Fiedlerów okazały się w ostatnich latach dzięki miesięcznikowi National Geographic.  Znajdziemy je też w najnowszym wydaniu oficyny „Bernardinum”.

***

Pisarzowi nie udało się utrzymać dobrego kontaktu z pilotami dywizjonu po wojnie. Podobne kłopoty mieli także lotnicy – członkowie dywizjonu, którzy zdecydowali się na powrót do Polski, w rzeczywistość peerelu.

Polacy pod Falaise

Między 7 a 22 sierpnia 1944 r. żołnierze 1. Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka walczyli w największej z normandzkich bitew – operacji, która przeszła do historii jako kocioł Falaise.

Zwycięstwo zażegnało zagrożenie wiszące nad przyczółkiem inwazyjnym. Bitwa otworzyła aliantom drogę na Paryż ale miała zaskakujący i dramatyczny przebieg. Walki w Normandii dorównywały zaciekłością tym na froncie wschodnim. Niemcy ściągnęli tu doborowe dywizje pancerne „SS” ze wschodu.

Oto historia bitwy w fotografiach na stronie Polityka.pl. Galeria zdjęć zrobionych przez żołnierzy – między innymi Jabłońskiego, oraz korespondentów akredytowanych przy dywizji gen. Maczka – jak znany rysownik Marian Walentynowicz.

Żołnierze 1.DP podczczas rozładunku w sztucznym porcie w Arromanches. Fot. Jabłoński/ NAC (za Polityka.pl)

Żołnierze 1. DP podczas rozładunku w sztucznym porcie w Arromanches. Fot. Jabłoński/ NAC (za Polityka.pl)

Sztab generała Maczka pracuje w okopie pod czołgiem podczas bitwy pod Falaise.

Sztab generała Maczka podczas odprawy w okopie pod czołgiem podczas bitwy pod Falaise. Fot. NAC (za Polityka.pl)

O wydarzeniach rozgrywających się po bitwie Normandzkiej i przygodach innego fotoreportera we wpisie z czerwca „Reportaż z Abbeville”.

Zmaganie o życie

Garstka z pierwszej linii – walcząca o coś (a przeważnie o przeżycie swoje i kolegów) jest wspomagana  przez armię ludzi na zapleczu. Przede wszystkim zespoły medyczne, gotowe w każdej chwili zmagać się o ich życie.

Oto rezultat pracy Justina Sullivana i Chrisa Hondrosa – fotoreporterów, który na co dzień towarzyszyli polowym sanitariuszom, ratownikom oraz chirurgom szpitali, polowych i tych w większych ośrodkach amerykańskiej armii.  Fotoreportaż o zespołach medycznych w Afganistanie opublikowany przez znakomity fotoblog Denverpost.

Justin Sullivan Getty Images za Denverpost

Fot. Justin Sullivan / Getty Images (za Denverpost)

Codzienna praca ratowników i lekarzy przyjmowana jest jako oczywistość. Dostrzegamy ich przeważnie w momentach katastrof i dużych akcji zbrojnych, jak w Afganistanie.

Fot. Justin Sullivan/Getty Images (za Denverpost)

Fot. Justin Sullivan/Getty Images (za Denverpost)

_____________

O mniej spektakularnym aspekcie wojny opowiada fotoreporter Kuba Dąbrowski w podkascie „Mnotonia wojny” na Polityka.pl O powtarzalności i banalność kolejnych dni podczas służby w Afganistanie oraz o krótkich chwilach, które potrafią stworzyć między ludźmi szczególną więź.

Fot. Kuba Dąbrowski (za Polityka.pl)

Fot. Kuba Dąbrowski (za Polityka.pl)

Miasto ruin i miasto życia

Od 1 sierpnia w Muzeum Powstania Warszawskiego można obejrzeć animowaną rekonstrukcję zniszczonego miasta. Przypomnienie,  że wizja totalnego unicestwienia miasta została urzeczywistniona.
Fotografia dokumentalna daje nam tylko oderwane fragmenty. Oto próba ułożenie całości z rozproszonych kadrów.

Miasto ruin

Miasto życia

„Warszawski dzień – 1946-1966” – kolejna galeria historyczna na Polityka.pl. Opowieść o życiu warszawiaków ze zdjęciami: Żdżarskiego,  Siemaszki i Tadeusza Rolke.

Tadeusz Rolke / Agencja Gazeta (za Polityka.pl)

Tadeusz Rolke / Agencja Gazeta (za Polityka.pl)